- Przede wszystkim: dystanse uległy dziwnemu skróceniu. Mimo komentarzy, że będziemy trochę z boku i dalej do centrum (co jest pojęciem względnym), do żłobka jadę 6 minut, do pracy 10. Wcześniej zajmowało mi to 40 min. Nie stoję w korkach, jestem w szoku! W ogóle wszędzie, gdzie potrzebuję wydaje mi się bliżej.
- Czyżbyśmy zaczynali żyć? Przez ostatni tydzień niemal codziennie ktoś nas odwiedzał i siedział, bo było tak miło, że nie chciało się gościom stąd ruszać. Odwiedziło nas więcej osób niż w poprzednim mieszkaniu przez rok. Rodzina się cieszy, że ma do nas bliżej. Myślę nawet nad organizacją Sylwestra. Ach, jest tyle osób do zaproszenia! Powoli możemy wracać do normalności.
- Kuchnia była montowana przez cały wtorek i środę. W czwartek montaż AGD. Tak naprawdę jest zdatna do użytku od niedawna. Ale warto było czekać, jest śliczna, ma mnóstwo szafek (o niektórych nawet zapominam, że są) i został w niej przyrządzony pierwszy posiłek. Jest małe cargo i duże, z wysuwanymi szufladami. Nie mam garnków (pożyczyłam jeden + patelnię).
- Mamy już internet. To jest jeden z największych plusów, bo istnienie internetu sprawia, że czuję się bardziej domowo i swojsko.
- Dzieci mają mnóstwo miejsca, uwielbiają bawić się w swoim pokoju, który jest wielkości sali przedszkolnej. Dobrze też zniosły przeprowadzkę emocjonalnie - na szczęście nie zdecydowaliśmy się na jednoczesną zmianę przedszkola córki, to byłoby za dużo. Nie mają lęków, ładnie zasypiają wieczorem. Dojazdy do obecnego przedszkola wydają się być ogarnięte.
- Wszystkie ryby z akwarium przeżyły przeprowadzkę.
- Jest cicho - mimo bliskości tramwajów, ruchliwej trasy i popołudniowych korków prawie nic nie słychać. Mam trochę wrażenie, że wreszcie mieszkam w mieście, ale wcześniej żyliśmy w kompletnej ciszy, więc większe (lecz nie męczące) natężenie hałasu jest zupełnie zrozumiałe.
- Atmosfera sielskości w okolicy - ze spacerów i placów zabaw nie chce się wracać, grabienie liści w ogrodzie (tak, tak!) jest odprężające i daje okazję do pobytu na dworze.
- Bieganie po schodach szeregówki jest świetnym treningiem na mięśnie, które dotąd zalegały na kanapce - wreszcie trochę ruchu.
- Nie mamy anteny TV, więc działa tylko DVD. W związku z czym słuchamy radia, przez większość czasu TV jest zgaszony.
- Chyba jestem szczęśliwa. Po posprzątaniu syfu czuję się... zupełnie, jak w domu. Szczerze mówiąc, obawiałam się negatywnej energii, jaką wyczuwałam tu za poprzednich właścicieli. Dom ma jednak nową duszę - wcale nie chce mi się z niego wychodzić. Niedoskonałości nie przeszkadzają. Przebywając tu ładuję się spokojem i pozytywnym nastawieniem. jakbym była tu od bardzo dawna... przyjemnie. Jestem też dumna. Co prawda pierwszej nocy wyraźnie słyszałam tupanie na strychu... ale to chyba wytwór mojej wyobraźni. Naoglądałam się za dużo filmów o nawiedzonych domach i strasznych dzieciach, które uwielbiam, a potem nie mogę spać.
- Przekonałam się do kupna nieruchomości z rynku wtórnego.
Na gorąco, tyle. Muszę teraz sensownie zebrać w całość wszystkie plusy ujemne, czyli: ale. To trudniejsze.
Mimo pluchy lubię swój nowy widok nawet na ulicę:
I ten na ogród, zaraz po przebudzeniu:
A tak Walduś montował naszą extra hiper kuchnię:
Taaa ddaaaammm. Wreszcie znowu mam zmywarkę!
Na marginesie, w starym mieszkanku zdolny mąż zamontował dobrym ludziom schody na antresolę z dawnego pokoju dzieci. Brawo Mężu!
Mimo pluchy lubię swój nowy widok nawet na ulicę:
I ten na ogród, zaraz po przebudzeniu:
A tak Walduś montował naszą extra hiper kuchnię:
Taaa ddaaaammm. Wreszcie znowu mam zmywarkę!
Na marginesie, w starym mieszkanku zdolny mąż zamontował dobrym ludziom schody na antresolę z dawnego pokoju dzieci. Brawo Mężu!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz