poniedziałek, 28 lipca 2014

Jak to powinno wyglądać...

Cudowny weekend, który zupełnie odmienił oblicze szeregówki za nami. Wszyscy wyjechali a my zostaliśmy z pytaniem - co dalej? Zdjęcie drewna, szafek, szaf w całej okazałości odkryło sypiące się sufity, wybrakowane ściany, elektrykę, której stan zagrażał egzystencji i wołał o pomstę do nieba.W tym momencie powinniśmy byli wykonać dwie rzeczy: zrobić projekt oraz znaleźć firmę remontową od a do z.

piątek, 25 lipca 2014

Wielkie sprzątanie.

Nie mam, no nie mam czasu na pisanie - od dwóch dni siedzimy z M na budowie trudniąc się ciężką pracą fizyczną. Tynkarze skończyli, a teraz trzeba posprzątać i rozryć posadzkę, by przygotować kanały na rury biegnące w nowej podłodze. To właśnie robiliśmy my - Bo jak nie my to kto? Bo jak nie my to nikt tego lepiej nie zrobi dziś (by Mrozu). Ale, niestety muszę pisać chronologicznie by zachować porządek rzeczy. Mam nadzieję, że do czasu przeprowadzki wyjdę z opowieścią na bieżąco.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Odbieramy klucze!

Jestem z powrotem w domu. Wracając do sedna...

Minęły 3 tygodnie, ale właściciel poprosił o przedłużenie terminu o kilka dni, potem o tydzień, bo się nie wyrobi itd. Okazało się, że obudzili się na ostatnią chwilę, nie robiąc nic przez cały czas, a zwierając szyki do wyprowadzki w ostatnie 2 dni. Zapytali, czy mogą zabrać kuchenkę gazową. Odpowiedziałam: "Oczywiście, zrobimy remont całej kuchni, więc co potrzebujecie możecie pozabierać". Te słowa okażą się pamiętne...

sobota, 12 lipca 2014

Ruderowo party.

Szybciutko o małym przyjęciu, które zasługuje na osobny post. Gdy w końcu odebraliśmy klucze (o tym w innym wpisie), postanowiliśmy uczcić tą uroczystą chwilę. Czy pisałam już, że decyzja o zakupie domu była najtrudniejszą w moim życiu? Trudniejszą, niż decyzja o posiadaniu dzieci? Napiszę o tym później. Ciężki kaliber wytoczyłam, a przecież jestem na wakacjach.Ale właśnie pada deszcz i jest chłodno.

piątek, 4 lipca 2014

Wakacyjnie.

Nie mam siły na nic... wakacyjny upalny dzień i dzieci na głowie,  wyciągają ze mnie ostatnie siły. Nie mam ochoty nawet na pisanie. Byliśmy dziś na budowie, tynkarzom idzie całkiem nieźle. Córka i syn bawili się w ogrodzie, Emilka poznała koleżanki - sąsiadki, fajne dziewczynki. Nie miała ochoty wracać i dopytywała, kiedy w końcu zamieszkamy w nowym domu. Sama zadaję sobie to pytanie.

czwartek, 3 lipca 2014

Happy Birthday i banki.

Po takim zakupie powinna nastąpić euforia i skok endorfin. Zakupy tak zazwyczaj działają na kobiety. Ale na mnie nie zadziałały. Byłam przestraszona, w głowie miałam gonitwę myśli: kredyty, od czego zacząć, co myśmy zrobili, ja nie chcę mieszkać w domu po kimś. Zabawne, ale wtedy to był mój największy problem.

środa, 2 lipca 2014

Koniec poszukiwań!

Zupełnie szczerze muszę przyznać, że na początku do całej sprawy podeszliśmy naiwnie. Mieliśmy nie wiadomo jakie wymagania, twarde kryteria a środki nieproporcjonalnie mniejsze. Dołowało, że za odłożoną sumę (+ planowany kredyt) nie możemy dostać tego, czego chcemy. A każdy lubi dostawać to, co chce. Wtedy pojawia się kombinowanie.

wtorek, 1 lipca 2014

Poszukiwania cz. II

Powinnam w tym miejscu wspomnieć o źródle poszukiwań niezwykłych okazji mieszkaniowych. Przypominam, że piszę z pozycji zwykłego zjadacza chleba, a nie rentiera, którego nie ograniczają finanse, kupuje co chce i gdzie chce.