środa, 11 marca 2015

Nowości.

Przyjęta przeze mnie tematyka bloga, jakkolwiek dla mnie terapeutyczna, wyraźnie określa, o czym pisać. Wielkie wzburzenia mamy za sobą, więc i wpisów jest coraz mniej. Nie dzieje się aż tyle, by w tej chwili pisać częściej, co nie znaczy, że się jeszcze nie zadzieje.Tymczasem u nas...

Wszystko toczy się swoim spokojnym rytmem. Nie będę kolejny raz rozpływać się nad zaletami, o których już mówiłam. Wspomnę tylko o kolejnym odkrytym plusie - dzieci dużo więcej czasu spędzają na dworze! Młody po powrocie ze żłobka i dwóch talerzach zupy stoi przyklejony do drzwi balkonowych prosząc, by go wypuścić. Ostatnio usłyszałam cudowne: "Maaammmooo, jeszcze nie wracajmy do domu!" Bardzo się cieszę, że mają z tego taką frajdę, choć Emka coraz częściej prosi o pieska...

Poza tym - mąż zabrał się za renowację schodów. Robi to sam w wolnym czasie, którego nie ma, więc sprawa idzie leniwie. Stary lakier jest już starty, bejca kupiona więc na pewno wkrótce ze starych zniszczonych trepów pojawią się nasze wymarzone schody z białymi podstopnicami.

Umeblowaliśmy wiatrołap - jest śliczny z meblami z IKEA. Można wreszcie wieszać kurtki i chować buty jak należy.

Przymierzamy się do zrobienia WC na dole, bo wpadła dodatkowa kasa akurat na ten cel. Bieganie na piętro z każdym siku jest jednak dość męczące. Dobitnie podsumowała to córka: "Chce mi się siku, a żeby się wysikać znowu muszę wchodzić na te cholerne schody!" (lat 4,5). Oto moja inspiracja do tego pomysłu.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz