Czy ja mówiłam, że nie mam o czym pisać? Przejrzałam dzisiaj całego bloga, zebrało mi się na nostalgię. Zauważyłam, że umknęło mi wiele szczegółów codziennej domowej rutyny, o której nie pisałam lub wydawało mi się, że pisałam.
Niestety, nie wszystko umiem przelać w tego bloga. Ale staram się. Domek to temat rzeka, temat flagowy i najpierwszy, na który jestem w stanie rozmawiać z mężem godzinami. Obecnie znów choruję (po dzieciach) i zalegam na cudownie wygodnej kanapce w pokoiku. Muszę zainwestować w lampkę nocną.
Powoli urealnia się remont WC - poczyniliśmy ustalenia, zamówiliśmy drzwi - najnowszy krzyk mody - drzwi ukryte, tzn. bez widocznych ościeżnic. Dodatkowo, do pomalowania farbą, w jakiej jest ściana. Takie drzwi wtapiają się w tło i są, właśnie, niewidoczne. WC niemal włazi w jadalnię, a więc jest bardzo ważne, aby właziło subtelnie. Grzebiemy się z wyborem białego montażu, bo dla męża wszystko jest "za zwykłe". Powiadomię, jak zostanie wybrane "po królewsku". Nie mogę doczekać się prac i efektu!
Schody na piętro przeszły oszałamiający lifting. Efekt powala nas na kolana - to jak dostać nowe życie. Wybraną kolorystyką idealnie pasują, są czyste, schludne, jak ulał. Nie irytują mnie nawet wieśniackie żłobione tralki od kiedy są białe. Córka zachwyca się ich elegancją. Wymagają jeszcze polakierowania i wykończenia listwami, ale nie przesadzajmy... ich remont ciągnął się jak flaki z olejem, może więc przeciągnąć się dalej.
A w ogóle przypomniała mi się zabawna anegdota. Pewnego lutowego dnia M. odstawiał dzieci do placówek. Splot porannych wydarzeń sprawił, że zatrzasnął drzwi wejściowe ze swoim kluczem włożonym w zamek od środka. Była to wina aptekarki, która właśnie w tym momencie zadzwoniła, że pomyliła szczepionki (!) i wydała nie taką. Z pracy miałam wzywać ślusarza i odprawiać inne gusła, by umożliwić mu wejście do domu. A propos, ślusarz kosztuje tyle, że łatwiej wybić i wstawić nową szybę. Skończyło się na tym, że wróciłam z dziećmi z pracy, a M. wspiął się po drabinie na dach, wlazł na balkon, postawił drabinę ponownie, wlazł na dach i włamał się do własnego domu przez strych (bałam się, że spadnie w tym śniegu) Wystarczyło pchnąć okienko. Dziwnie się czuł, włamując do własnego domu - na nic zdały się rolety antywłamaniowe zainstalowane na niższych piętrach. Trzeba zrobić dach i porządną lukarnę.
Trudno żyć w "remonicie". W kolejnym poście zaprezentuję efekt finalny.
Schody na piętro przeszły oszałamiający lifting. Efekt powala nas na kolana - to jak dostać nowe życie. Wybraną kolorystyką idealnie pasują, są czyste, schludne, jak ulał. Nie irytują mnie nawet wieśniackie żłobione tralki od kiedy są białe. Córka zachwyca się ich elegancją. Wymagają jeszcze polakierowania i wykończenia listwami, ale nie przesadzajmy... ich remont ciągnął się jak flaki z olejem, może więc przeciągnąć się dalej.
A w ogóle przypomniała mi się zabawna anegdota. Pewnego lutowego dnia M. odstawiał dzieci do placówek. Splot porannych wydarzeń sprawił, że zatrzasnął drzwi wejściowe ze swoim kluczem włożonym w zamek od środka. Była to wina aptekarki, która właśnie w tym momencie zadzwoniła, że pomyliła szczepionki (!) i wydała nie taką. Z pracy miałam wzywać ślusarza i odprawiać inne gusła, by umożliwić mu wejście do domu. A propos, ślusarz kosztuje tyle, że łatwiej wybić i wstawić nową szybę. Skończyło się na tym, że wróciłam z dziećmi z pracy, a M. wspiął się po drabinie na dach, wlazł na balkon, postawił drabinę ponownie, wlazł na dach i włamał się do własnego domu przez strych (bałam się, że spadnie w tym śniegu) Wystarczyło pchnąć okienko. Dziwnie się czuł, włamując do własnego domu - na nic zdały się rolety antywłamaniowe zainstalowane na niższych piętrach. Trzeba zrobić dach i porządną lukarnę.
Trudno żyć w "remonicie". W kolejnym poście zaprezentuję efekt finalny.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz