wtorek, 27 stycznia 2015

Życie.

Życie i codzienna rutyna. Emocje opadły. Z powodu zimowo - pluchowej aury na plan pierwszy wysunęły się zagilone, chyrlające lub kaszlące dzieci. Siedzę chwilę w pracy, a potem tydzień na zwolnieniu, bo Młody strasznie nam choruje. Za to stąd mamy super opiekę świąteczną, w szpitalu dziecięcym, z której skwapliwie korzystam. Dom i ulepszenia zeszły na dalszy plan, co nie znaczy, że nic się nie dzieje...

Wyobrażałam sobie idyllę i idealne katalogowe wnętrza. Pisałam, że łatwiej się tu ogarnia, ale jednak nadal mam problem ze sprzątaniem. Regularnym. Przyjazd gości na weekend i pucowanie mieszkania  przed tym zdarzeniem uświadomiły mi, że jednak nie trzymam takiej czystości, jaką bym chciała. Fronty w kuchni, choć ładne, szybko się brudzą, widać każdy zaciek. Jak zacznę sprzątać, potrafię przerwać w połowie. Za to więcej i chętniej siedzę w kuchni - robię dzieciom placuszki, teraz piecze się ciasto drożdżowe z jabłuszkiem na jutro, mmm... w mieszkaniu nie było mowy o takich akcjach.

Pierwszy raz w życiu nie stresowałam się goszczeniem ludzi. Czułam się pewnie. Gdyby nie oni, chyba nie spięlibyśmy się i nie urządzili piętra. A tak, udało nam się w sklepie wybrać wykładziny ze ścinek i końcówek, mocno przecenione i bardzo ładne. Jaśniejsze do mini północnego pokoju i w ciapki, do przedpokoju, by ukryć paprochy. Dzięki temu w całym domu można już biegać w skarpetkach i jest milutko pod nóżką. Zamówiliśmy też kanapę (sami wybieraliśmy rodzaj tkaniny i kolory) z powierzchnią spania 160 cm - nawet w mieszkaniu nie mieliśmy takiego łoża! Czas realizacji 3-4 tygodnie, ale Pan uwinął się w dwa, by goście mieli na czym spać. No i mamy mini sypialnię, całkiem zachęcającą. Muszę tylko upolować jakąś nastrojową lampkę. Mąż wykończył elektrykę w łazience jak należy, szarpnęliśmy się też na oświetlenie. Prócz designu okazało się wielkim niewypałem, bo jest strasznie ciemne! Leży w kącie, niezałożone, póki nie wymyślimy rozwiązania.
Na dziś tyle.

Północny pokój - sypialnia:


Przedpokoj na piętrze:


Wejście na strych zaizolowane prowizorycznie filcem:


Koc co chwilę urywa się z wejścia do WC:


Trochę prawdy - tak wygląda mój idealny stół. W wazonie marzyły mi się zawsze świeże kwiaty (nawet nie ja je kupiłam, tylko moja mama):


Niedokończone światło w łazience:


I piękna łazienkowa elektryka:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz