sobota, 4 lipca 2015

Niespodzianka nr 1.

Wspominając o niespodziankach nie spodziewałam się takiego odzewu - prywatnie, poza blogiem dotarły do mnie zapytania - czy chodzi o...? Więc odpowiadam: NIE, NIE wygrałam w Totolotka, NIE jestem w ciąży, NIE spodziewam się żadnych dzieci ani zwierząt. Po prostu...

Powstaje DACH DOMU. Obecny dach, chwała mu za to, przetrwał ostatnią zimę tylko dlatego, że jej nie było. Łaskawa pogoda sprawiła, że się nie zawalił i nie przeciekł. Jest jednak w tak opłakanym stanie, że jego wymiana ciągle w nas siedziała. Fachowcy orzekli, że przy silniejszych wiatrach po prostu nastąpi katastrofa. Wymiana dachu to droga impreza, ale absolutnie konieczna. To ostatnia tak duża inwestycja, jaką musimy zrobić. Zebraliśmy się za wycenę, wzięłam pożyczkę w pracy - w ostatnim miejscu, w jakim mi jeszcze cokolwiek pożyczą, lecz przede wszystkim - wsparli nas rodzice i tak się zaczęło. Terminy ekip bardzo odległe - pod koniec roku.  Jednak nasz dom to taka wisienka na torcie, dach nieduży, nieskomplikowany. Dzięki temu udało się wcisnąć go między roboty teraz, już! Jest to o tyle super, że dzieci są na wakacjach, więc tylko nas, choć wreszcie moglibyśmy pospać, budzą robotnicy zaczynający pracę o 6 rano. Zaglądając z drabiny przez okno wprost do naszej tymczasowej sypialni.

Reasumując, dosłownie, jesteśmy teraz bez dachu nad głową. Ale muszę zgiąć się w pas przed naszą ekipą dekarzy - mega zgrani, fachowi, szybcy, niesamowici! Mąż - majsterkowicz i sąsiad tylko stali i dumali z zachwytem.




Nowoczesna ekipa transportuje materiały windą:


P.S. Mąż rozbił katafalk przed domem - ku zgrozie sąsiadów "bo był od zawsze". Nie potrafili jednak odpowiedzieć, dlaczego nie mielibyśmy go usunąć. Mój bohater!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz