Sama nie wierzę w egzaltowany tytuł posta, bo nie lubię lukru. Niestety, nie mogłam nazwać go inaczej. Mój mąż zabrał się za wielką rzecz.
Wróciłam dziś z pracy jak zwykle, mąż za to przywitał mnie niezwykle ciepło. Podejrzanie miło. Zauważyłam, że kupił okazyjnie jakiś super hiper ekspres do kawy (stary przeciekał) i raczył się różnymi rodzajami kaw testując jego możliwości. Kawa w ilościach ponadprzeciętnych go nakręciła.
Sedno sprawy to jednak wybudowanie płotu z bramą własnymi siłami. Mój mąż ma koncepcję: dość długo kompletował części by zbudować płot z nowocześnie przesuwaną bramą na rolkach (kupił je osobno). Najważniejsze, że zabrał się za to sam, z moją drobną pomocą. Zaczął dzisiaj - wykopał 2 dziury w betonowym podjeździe, co kosztowało go dużo siły :) Ja, w międzyczasie, wykarczowałam chwasty w części ogrodu, na który będzie przesuwać się brama. Podczas prac mąż przeżył poważny kryzys wiary w swoją koncepcję. Coś mu nie pasuje, boi się, że włożymy pracę a system nie będzie działał. Ale wierzę, że wszystko zadziała. Sąsiad jest bardziej sceptyczny: "Pierd...na telewizja, z nimi byłby łatwiej! (wspominałam o naszym nieudanym zgłoszeniu do telewizji). Łatwiej, ale czy przyjemniej? Było, minęło.
Jutro kontynuujemy pracę i odwiedzamy dzieci (są na wsi na wakacjach). Wspólna praca w ogrodzie była niemal równie przyjemna jak randka. A kiedy zadziała magiczna brama, być może wredny jamnik sąsiadów przestanie u nas się załatwiać.
A tak w ogóle - cudowne mieć wakacje od dzieci! Lubię siedzieć do późna, oglądać ukochane filmy i wstawać późno w sobotę. M. już śpi, bo praca go wykończyła.
A tak w ogóle - cudowne mieć wakacje od dzieci! Lubię siedzieć do późna, oglądać ukochane filmy i wstawać późno w sobotę. M. już śpi, bo praca go wykończyła.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz