środa, 19 sierpnia 2015

Rekreacyjnie.

Zmiana miejsca zamieszkania niesie nie tylko zmianę domu, ale również najbliższego otoczenia. To oczywista oczywistość. Zaskakujące, że ma to aż tak wielki wpływ na zmianę trybu życia.

O poprzednim mieszkaniu pisałam wiele: znakomita komunikacja z każdym miejscem w mieście, w pobliżu 2 parki, infrastruktura itd. Tyle, że wokół beton. Parki niby blisko, ale na piechotę jednak za daleko, trzeba podjeżdżać autem, parkować i iść sobie spacerować. Czasem braliśmy rowery, ale jazda  na zasadzie jedź - stój na wszelkich możliwych światłach, wzdłuż najruchliwszych miejskich arterii, w oparach spalin aut stojących w korkach nie jest przyjemna. Słowem - na bakier z naturą i motywacją, by żyć aktywniej.

No właśnie - prawie na odchodnym starego miejsca kupiłam sobie rower. Nie jeździłam dobrych 15 lat. Dopiero mieszkając tutaj odkryłam, jaką jazda sprawia mi przyjemność: przy rzece, przez wały, dzikie ostępy, parki, na pergolę - miejsc do objazdu nie brakuje. Z czasem zauważyłam, że coraz mniej się męczę i coraz dłuższe trasy mogę pokonać. 

Na tegorocznym wyjeździe wakacyjnym, szukając alternatywy dla złej pogody trafiliśmy do gospodarstwa z końmi - wsiadłam w siodło pierwszy raz od 12 lat. Posadziłam też dzieci. I BUM - adrenalina skacze, endorfiny szaleją. Ze zdziwieniem odkryłam, że czerpię z jazdy niepohamowaną radość, a lęk przed końmi (kiedyś koń mnie poniósł) zniknął. Poczułam się trochę tak, jakbym odnalazła siebie. Okazało się, że, mimo przerwy idzie mi lepiej, niż myślałam. Obiecałam sobie nie zaprzepaścić okazji i wrócić do koni we Wrocławiu. 

Znałam kilka stajni i trochę bałam się, jak zorganizuję dojazdy (wszystko na obrzeżach miasta). Tymczasem odkryłam, że konie znajdują się w samym centrum, 15 min. jazdy rowerem ode mnie. Niesamowite!!! Do sedna: wydawało mi się, że doskonale znam  miasto, a jednak, po tylu latach ono nadal mnie zaskakuje. I zachwyca. A jest jeszcze tyle do odkrycia. Poznaję coś nowego za każdym razem, gdy wsiadam na rower. Jadąc do nowo odkrytej stadniny do końca nie wierzyłam, że w przestrzeni ruchliwych dróg znajdzie się miejsce na totalne zadupie i wiejską atmosferę, stajnię na 20 koni. A jednak!

Co najważniejsze: słysząc wiatr, świerszcze, ptaki, szum drzew, czuję się trochę jak dziecko. Przypomina mi się miejsce, w którym się wychowałam - widoki naprawdę są bardzo podobne. Zachwycam się naturą. Czuję się świetnie. Słyszę swoje myśli. Do tego mam niezły trening wydolnościowy. Wszystko to sprawia, że jestem szczęśliwa. To musi być zasługa przeprowadzki.

Zdjęcia z dzisiejszej wycieczki. Może ktoś zgadnie, co to za okolica?






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz