środa, 25 czerwca 2014

Nasze mieszkanie

Kocham nasze mieszkanie. Wiąże się z nim wiele fantastycznych wspomnień od czasów, kiedy byłam studentką. Towarzyszyło mi w wielu przełomowych momentach życia, aż do chwili, jak to się mówi, stabilizacji po 30-tce. Cóż za enigmatyczny twór. Nasze lokum jest super dla singla, pary, dla rodziny 2+1. Przy większej liczbie osób pojawiają się problemy.

W przedpokoju nie ma miejsca na najmniejszą szafę. Ba, miejsca na przechowywanie nie ma nigdzie! A przy braku piwnicy czy komórki, za to z dziećmi na stanie, stanowi to konkretny problem. Rozwiązaniem okazała się dobudowa antresoli, która służy jako składzik. Początkowo wszystko popakowane w kartony ładnie zalegało przy ścianie. Obecnie efekt naszego zbieractwa skutecznie uniemożliwia poruszanie się, docierając na sam kraniec antresoli. Aby się na nią dostać każdorazowo trzeba rozkładać drabinę. A potem składać. Na schody nie ma miejsca - albo one albo pokój dziecinny. Chcąc zaprosić gości na obiad stawałam przed dylematem: ustawiać stół czy mieć dostęp do piekarnika i kuchenki (jedno wykluczało drugie). Więc nie zapraszałam. Ostatnio doszedł problem remontu. Po latach nadszedł czas na odświeżenie łazienki i kuchni. To wiązało się z niemałymi kosztami i pojawiło się pytanie - inwestować w remont czy kupić coś większego?
Dopiero fakt posiadania dzieci uświadomił mi, że  deweloperzy idą  na ilość, wyłączając przy tym pragmatyzm. Klitki po 6 m2 nazywają pokojem, wybiegi podobnej wielkości - ogrodem. Byle sprzedać. Ceny oczywiście - zawrotne w porównaniu z rynkiem wtórnym. Ale o tym później.

Oboje z mężem wychowaliśmy się w domach z ogrodem. Moi rodzice dokonali przełomu w latach 90-tych stawiając nasz dom w 4 miesiące! I, niestety, pokusa zapewnienia swoim dzieciom podobnych warunków jest niezmiernie silna. Żeby była ta przestrzeń i kawałek trawy. I żeby było coś wspólnego, naprawdę naszego. Dom urządzony od początku do końca z myślą o nas.

Postanowiliśmy, póki co, wstrzymać się z remontami i odkładać wolne środki na ewentualny zakup. To było na początku 2012 r. Zapadła decyzja - rozglądamy się za nowym miejscem!


Brak przestrzeni, czyli Big Brother pełną gębą. Widok z balkonu naszego mieszkania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz