piątek, 27 czerwca 2014

Poszukiwania cz.I

Znalezienie domu, który kupiliśmy zajęło nam prawie 2 lata. Mąż lubi stare budownictwo, więc przychylniej patrzyliśmy na mieszkania willowe. Liczyła się również lokalizacja i metraż. Poszukując warto zerknąć do planów inwestycyjnych, czy w okolicy nie są planowane remonty, np. budowa mostu czy wielopasmowej drogi, czy wymarzone miejsce nie znajduje się przy polach irygacyjnych lub w  innych przykrych okolicach. Jak już wspomniałam, zawsze stawialiśmy sobie wysokie cele, więc idealny dom nie był może willą Carringtonów z "Dynastii", ale spokojnie mógł konkurować z ich domkiem letniskowym czy domkiem dla służby.  Szybko okazało się, że ceny takiego lokum na rynku pierwotnym są kosmiczne i dla nas nieosiągalne.

Nasze życie zostało wręcz zdeterminowane przez oglądanie nieruchomości. Potrafiliśmy jeździć po mieście wypatrując ogłoszeń "na sprzedaż". Codziennie. Dni podporządkowane były godzinom oglądania domów. Widziałam, jak mąż ciśnie temat i najbardziej przerażała mnie myśl, że "dla świętego spokoju" kupimy coś na kompletnym wygwizdowie. Że zrobię to wbrew sobie. Atmosfera między nami stawała się napięta, a temat przeprowadzki prawie zawsze prowadził do poważnej kłótni, co kończyło się zepsutym samopoczuciem na resztę dnia. Chodziło pewnie o to, że ilość czasu i wysiłku wkładana przez nas w znalezienie przyzwoitego lokum miała się nijak do efektu, który wynosił parszywe ZERO.
Parę razy doznałam olśnienia, że mogłabym kupić jakieś miejsce. Widziałam w nich potencjał lub podobał mi się styl, tak bliski mojemu. Nigdy bym jednak tych miejsc nie kupiła, bo miały wady nie do przeskoczenia, np. brak dodatkowego pokoju (za mały metraż) lub ogrodu - naszych głównych kryteriów lub cena. Najgorsze były domy po tzw. "remoncie". W praktyce oznaczało to wybebeszone ściany, rozgrzebanie i kompletną rozpierduchę "bo przecież nowy właściciel i tak zrobi pod siebie". Raz oglądaliśmy piękne mieszkanie na parterze kamienicy, ale właścicielka podała cenę, którą może uzyskałaby przez kryzysem "bo sąsiad za tyle sprzedał 2 lata temu i ja nie oddam za mniej". Chytrość ludzka nie zna granic i na pewno nie idzie w parze ze zdrowym rozsądkiem. Innym razem wizytowaliśmy ciekawy dom w poniemieckiej służbówce. Tak brudny i zapuszczony, że za nic nie chciałam usiąść w salonie na herbatę, chciałam uciec zanim tam weszłam.  Raz byliśmy naprawdę blisko kupna mieszkania willowego na parterze, z przepięknym ogrodem. Urzekło nas wybitnie, mimo braku czwartego pokoju. I tu na ratunek przyszła rodzina, którą zaprosiliśmy na oglądanie. Po pierwsze, jednak brak pokoju (przecież nie będziecie bawić się w dobudówkę, to nierealne), po drugie miejsce im nie pasowało, po trzecie mieszkanie willowe jest złe bo problemem są remonty i dogadanie się z pozostałymi mieszkańcami (to akurat prawda). A bez wsparcia rodziny jest ciężko. Można oczywiście iść pod prąd, ale o ile przyjemniej mieć świadomość, że najbliżsi popierają Twój wybór. I tak sprawa rozbiła się o cenę, bo właścicielka była obrażona, że w ogóle musi sprzedać dom swojej młodości. Dziś wiem, że ten zakup byłby potężną głupotą.

Jak wspominałam, poszukiwania stały się obsesją, dlatego z ulgą przyjęłam fakt, że jestem w kolejnej ciąży. Wszystko zwolniło a ja odetchnęłam. Ponieważ pod koniec musiałam leżeć, mój udział ograniczył się do wysłuchiwania męża, który wciąż oglądał na własną rękę. Dość mocno przynudzał, ale nie obciążał mnie aktywnym uczestnictwem w tym wariactwie. Jaka ulga! Do tego czasu przyzwyczaiłam się do faktu, że być może rzeczywiście coś kupimy ale miałam wszystkiego dosyć. Po nocach śniłam o nieruchomościach. Nie potrafiłam skupić się na macierzyństwie, bo myślałam o remontach. O moim poświęceniu niech świadczy fakt, że raz na posesji wbił mi się gwóźdź w stopę (przebił but, skończyło się chirurgią) czy taszczenie 2 miesięcznego niemowlęcia na kolejne zakurzone budowy.

Na szczęście ciąża i cudowny synek odwróciły złą passę. Dziś widzę, że w samą porę, bo ciągnęłam już ostatkiem sił.


Naprawdę można mieć dość, gdy mimo wysiłków kręcisz się w kółko jak chomik na karuzeli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz