poniedziałek, 30 czerwca 2014

Huurrrrraaaa!!!! Muszem bo się uduszę!

Taaak wiem, miało być o poszukiwaniach, ale przeskoczę niechronologicznie do przodu, bo muszę o tym powiedzieć.
Dzisiaj weszli tynkarze!! AAAaaa!!!! Moja radość jest bezbrzeżna, zalewa mnie ocean spokoju i podniecenia... Ok, napiszę inaczej bo będę musiała ocenzurować własny blog - bardzo się cieszę. Ciężki kamień przygniatający me serce spadł dzisiaj.

Tynkarzy wizytowało ze 20. A nasza rudera to nie lada wyzwanie - w ścianach znajduje się wszystko, są krzywe, miejscami zalega stary tynk lub farba. Tu trzeba pomyśleć i podejść do tego artystycznie. Podłubać, połatać dziury itp. A tynkarzom się nie chce. Zwłaszcza, że jest sezon i pracy mają w bród. Na deweloperce się nie narobią a pieniędzy zarobią więcej. Więc wybrzydzają, a co tynkarz to inna opinia. Ceny oczywiście kosmiczne, bo dużo dłubaniny. A jeśli już się dogadaliśmy - terminy na sierpień lub wrzesień, dla nas nie do przyjęcia. Ogólnie, rozwydrzona i rozpieszczona banda budowlańców.

A dziś wszedł Pan z polecenia, w co nadal nie mogę uwierzyć. Mąż donosi: Przyjechał z ludźmi, praca wre! Ciągnie mnie na budowę, ale jestem uziemiona z Małym w domu. Jest chory, więc śpi i marudzi na zmianę. Może uda się pojechać po południu lub wieczorem... Muszę na własne oczy zobaczyć.

Tynki stanowią istny przełom. Dotąd tylko burzenie, rozwalanie, wywalanie dużych pieniędzy, a efektów wizualnych brak. Jeśli będą ściany (w co nadal nie wierzę), zostanie tylko przygotowanie pod posadzki i wylanie posadzek. Efekt będzie cud-miód-deweloperski. Po wszystkim, co przeszłam będzie to spełnienie moich marzeń!!! I światełko ku końcowi - wreszcie zaczniemy budować i wizja przeprowadzki nabierze rumieńców.

Po dzisiejszej wizycie wrzucę zdjęcia co i jak. Chaotyczny wpis powstał, ale wolno mi! Jejku!




Materiał kupiony, dziś łatali i gruntowali. Zostawili po sobie porządek. Dzieje się!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz