Długo dojrzewałam, aby zacząć pisać tego bloga. To kiełkowało bardzo powoli. Jestem jednak gotowa dodać swoją cegiełkę do cyberprzestrzeni. Chciałabym zabrać Was w podróż, która nie ma jeszcze zakończenia... podróż do Naszego Miejsca Na Ziemi.
Blog będzie dotyczył historii zakupu a potem remontu "rudery", która ma się stać naszym azylem. Zapraszam wszystkich, którzy zmagają lub zmagać się będą z remontem, dojrzewają do zakupu nieruchomości lub po prostu zechcą sobie poczytać...Być może moje doświadczenia oraz błędy będą dla kogoś przydatne.
Nie wiem, od czego zacząć więc niech się samo pisze. Początkiem był chyba ślub - nasza miłość uwieńczona happy endem (póki co :). Szybko pojawiła się córka, po trzech latach syn. Z dnia na dzień w naszym 50 m mieszkaniu zaczęło się robić ciasno. Nie chcę wyjść na burżujkę, która marudzi na warunki lokalowe, bo niejeden chciałby mieć swoje M w nowym budownictwie. Dobraliśmy się jednak z mężem tak, by dążyć do nieosiągalnego, wobec czego zawsze za wysoko stawialiśmy sobie poprzeczkę... poprzeczkę nie do przeskoczenia. A jednak, jeśli się mądrze do tego zabrać, w końcu udawało się osiągnąć cel. Oby tak było i tym razem.
Piszę jeszcze trochę dla siebie. Nie będzie to typowy dziennik budowy. Muszę wywalić z siebie wszystko. Będzie więc o "ruderze" ale i o sprawach około tematycznych, które się z nią łączą. Niech się pisze... Przejdziemy do tego, ale nie zdziwi Was chyba fakt, że nie tak sobie wszystko wyobrażałam i nie tak miało to wyglądać? Witam się z Państwem w momencie kompletnego rozgardiaszu "rudery" by dzięki temu blogowi znaleźć siłę do zakończenia tego koszmarnego remontu, który odbija się na moim życiu w każdej dziedzinie, niczym obłapiające macki ośmiornicy.
Wiosna - nowy początek. Widok z balkonu "rudery".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz