Dawno się nie odzywałam, ale nie będę kolejny raz wspominać o chronicznym braku czasu. Wrzesień był miesiącem posadzek - daliśmy im niezbędny czas na schnięcie. Planowałam do października zrobić zakupy wykończeniowe i wpuścić fachowca. Ale jesteśmy w polu.
poniedziałek, 29 września 2014
niedziela, 21 września 2014
Podłogi!
I tak doszliśmy do stanu bieżącego - wylania posadzek. Po rozprawieniu się z ogrzewaniem podłogowym, poczułam znajomy ból brzucha. Wod-kan. kazał mi się modlić, aby posadzkarze zmieścili się w centymetrach, aczkolwiek przewidywał poważne problemy. Więc stres mnie zjadał.
sobota, 13 września 2014
Interes życia.
Problemy i niewyobrażalny stres. Już jakiś czas nie było tego na budowie. Wszystko jakoś się wyciszyło, robota się kleiła, szło do przodu. Gdy skończyliśmy izolować, zalaliśmy szlaką, dom zaczął wyglądać jak dom. Mąż rozważał nawet przeprowadzkę :) Zdawaliśmy sobie sprawę, że jeszcze tylko podłogówka, wylewka i osiągniemy sukces.
środa, 10 września 2014
Co zrobiliśmy sami.
Zaczynałam pisać ten post 4 razy. Bezskutecznie. Minął pierwszy tydzień powrotu do pracy., oddania Młodego w szpony placówki - żłobka. Koszmar, ciężko wskoczyć w nowy rytm, nie mówiąc o pisaniu bloga. Teraz to dopiero jestem w wiecznym niedoczasie. Nie ma kiedy nawet odwiedzać budowy. Dobrze, że mamy jaki taki plan a fachowcy są prawie poumawiani.
środa, 3 września 2014
Jak dobrze mieć sąsiada!
W ferworze postępów w ruderze nie mogę nie napisać o relacjach międzysąsiedzkich, jakie, chcąc nie chcąc zaczęliśmy budować i wciąż budujemy. O sąsiadach mieliście okazję przeczytać w poście o odebraniu kluczy. Na początku zostaliśmy przyjęci, delikatnie mówiąc, chłodno, żeby nie powiedzieć wrogo.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)