niedziela, 21 września 2014

Podłogi!

I tak doszliśmy do stanu bieżącego - wylania posadzek. Po rozprawieniu się z ogrzewaniem podłogowym, poczułam znajomy ból brzucha. Wod-kan. kazał mi się modlić, aby posadzkarze zmieścili się w centymetrach, aczkolwiek przewidywał poważne problemy. Więc stres mnie zjadał.

Chciałam, by to wreszcie minęło, ale wizualizowałam sobie jakieś koszmarne problemy, lub wręcz dopuszczałam myśl, że odmówią wylania podłogi, bo wyjdzie nagle jakiś nieoczekiwany błąd. Dzień przed wizytą kolejnej ekipy wyspałam się i odpoczęłam. Umówiłam się, że podjadę koło godz. 11:00 (posadzkarze zaczęli od świtu) i omówimy ewentualne problemy. Podjechałam z duszą na ramieniu... a tu sympatyczna ekipa młodych chłopaków bez koszulek uwija się jak w ukropie. I... wszystko ok, żadnych problemów, którymi warto obarczać właściciela. Nie wierzyłam. Drzwi na taras z niskim progiem zostają, wyszło dosłownie na styk, więc możemy odetchnąć, nie będzie wojny z firmą od okien. Na górze ostrzegali, że nie będziemy mogli położyć drewnianych desek, bo podłoga wyjdzie za cienka. Nadłożyli jednak grubiej i problem zniknął - deski można kłaść.  Wyszło jednak wyżej niż obecne schody - jakoś trzeba będzie tą sprawę rozwiązać. Co mogę więcej napisać. Podjechaliśmy po południu po skończonej robocie. 

Pierwszy raz miałam wrażenie, że wchodzę do zaprojektowanego przeze mnie mieszkania, a nie ciągłej "rudery". Podłogi, jak przysłowiowa wisienka na torcie, dopełniły dzieła. Wewnętrznie zalało mnie poczucie dumy oraz radości, że udało się dojść tak daleko. Spadło brzemię rzeźbienia w śmieciowym domu, gdyż został wyprowadzony na prostą. Wod-kan. nie ukrywał radości i, hm... zdziwienia? Zarekomendował wycieczkę do Częstochowy w podziękowaniu dla posadzkarzy. Obecnie odbieramy gratulacje od znajomych od: "Wszyscy będą Wam zazdrościć fajnego domu" poprzez "Odwaliliście kawał dobrej roboty" po "Widać tu ogrom pracy, serca, wysiłku i chęci". W końcu brak technicznych problemów, które raczej nie wrócą, bo najgorszy syf został zrobiony.

Pojawił się brak kasy, ale tego jakby nie przeskoczymy. Sztuką będzie wykończyć dom pod przeprowadzkę małymi środkami niż przeprowadzka przy nieograniczonych środkach. Cel: zamieszkanie w listopadzie.

Młody doglądający swoich włości:


Rozrabianie wylewki w mixokrecie:


Widok przez wejście - w ferworze pracy:
    
                                           

Widok na przyszły salon:


Jadalnia - pokrywanie ogrzewania podłogowego:


Jadalnia - widok z innej strony:


Pięterko:


Na piętrze - uskok przy schodach. Trzeba tu coś wymyślić:


Spojrzenie na pokój dzieci:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz