sobota, 13 września 2014

Interes życia.

Problemy i niewyobrażalny stres. Już jakiś czas nie było tego na budowie. Wszystko jakoś się wyciszyło, robota się kleiła, szło do przodu. Gdy skończyliśmy izolować, zalaliśmy szlaką, dom zaczął wyglądać jak dom. Mąż rozważał nawet przeprowadzkę :) Zdawaliśmy sobie sprawę, że jeszcze tylko podłogówka, wylewka i osiągniemy sukces.

Trzeba było chwilę poczekać na naszego speca od wod-kan. W końcu wkroczył i... był pozytywnie zaskoczony postępami prac. Przyznał, że nie przypuszczał, iż starczy nam sił, pieniędzy, chęci, by tak ładnie wyprowadzić ruderę. Pochwalił mistrzostwo tynkowania. Na koniec dorzucił: "Proszę się nie obrażać, ale uważam, że interes  życia zrobiła kobieta, co wam to sprzedała. Każdy inny na tym traci, wy - bo pewnie remont przerósł was finansowo i fachowcy, bo praca tu jest frustrująca". No racja, ale co zrobić. Po czym zarządził położenie styropianu klejonego pianką na tej szlace. On oczywiście nie położy, bo to nie jest jego zadanie, ale powie jak to zrobić - dokładnie i fachowo. Zadzwonić do niego, jak będzie gotowe.

Ubłagaliśmy posadzkarza, żeby przysłał swoją ekipę do tego zadania. Niechętnie, ale zgodził się. Chłopaki przyszli, strasznie przy tym marudząc. Nie chciało się, bo oni też nie są od tego. Zakasałam rękawy, rzucając wiązanką, że skoro są tacy delikatni, niech powiedzą co i jak, ja pomogę - rozryję beton, rozwalę młotem to, co trzeba. Zdębieli i skończyło się marudzenie.

Wszyscy wiedzieliśmy, że podłoga jest pijana, mieliśmy ogromny problem z zachowaniem punktu "0". Trzeba było wyliczyć miejsce na styropian, podłogówkę, wylewkę i jeszcze na wykończenie podłogi. Jeśli byśmy ułożyli za grubo, istniało ryzyko wywalania drzwi balkonowych, które włożono na styk. Wrócił wod-kan. Według niego, styropian oczywiście ułożony tragicznie, nierówno, tu jest, tam nie ma. W niektórych miejscach było go 5 cm, w innych 3, w innych wcale. Ułożony został tak, by w miarę wyrównać poziom. Ze skwaszoną miną łaskawie zabrał się do pracy, bo powiedziałam: "Lepiej nie będzie, trzeba pracować na tym, co jest. Jeśli Pan nie rozłoży rurek, nikt sobie nie poradzi". Pomogło.

Rozłożenie podłogówki zajęło mu dzień. Mąż poczynił ustalenia, ale tak się zdenerwował, że to ja zostałam oddelegowana do kontaktu, gdyż on miał stan przedzawałowy. Wod-kan. rozłożył rury bardzo oszczędnie, pomijając część jadalni i korytarza, gdzie nie rozłożono styropianu. W takich przypadkach kładzie się rurki na siatce, czego on kategorycznie odmówił, bo to "niezgodne ze sztuką". A co w tym domu jest zgodne ze sztuką? Starliśmy się  solidnie. Na grzejniki było za późno, a podłogówka na pół gwizdka mija się z celem.

Debatowałam z nim ponad godzinę, odwołując się do argumentów merytorycznych, moralnych oraz emocjonalnych. W końcu zgodził się rozłożyć rury na tej siatce, choć był na mnie zły jak cholera. Widząc jak to robi oczywiste było, że nie jest to jego pierwszy raz. Na koniec wyszło szydło z worka - jest po prostu takim perfekcjonistą, że każde odstępstwo od podręcznikowych rozwiązań go denerwuje.  Więc unika takich sytuacji.

Wieczorem podjechaliśmy z M. ocenić efekt końcowy na spokojnie. Dużo lepszy, niż się spodziewałam! Rury były praktycznie wszędzie tam, gdzie miały być. Łącznie z wąskim korytarzem, bo przecież biegły tamtędy do magistrali. Wyszło super, mamy gwarancję ciepłego mieszkanka. Burza wydała się niepotrzebna, bo po narzekaniach spodziewałam się katastrofy a nie spełnienia wszystkich moich życzeń. Dzień później wod-kan. zadzwonił, przeprosiliśmy się stwierdzając, że oboje jesteśmy zadowoleni z efektu. Następnego dnia wpadli posadzkarze...

 Ułożony styropian:



Specjaliści wod-kan. przy pracy. Widać rozłożoną siatkę pod rurki.


Rurki ułożone w jadalni:
                                    


Oraz w kuchni:


Biegnące przez korytarz do magistrali i magistrala:






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz