Idzie do przodu! Nie obyło się bez zgrzytów, ale, generalnie, zmiany, zmiany, zmiany! Wykańczamy dom i mamy nadzieję wprowadzić się w przyszłym miesiącu.
Mąż obejrzał dokonania ekipy wykończeniowej. Powiedział, że bardzo, bardzo ładnie i profesjonalnie. W związku z tym Panowie zaczęli pracę u nas. Kolejny raz potwierdza się moja teoria, że ekipy spoza dużych miast (w tym wypadku z Prusic) są mniej zmanierowane i tańsze. Można się z nimi dogadać, myślą przy robocie, pytają i proponują różne rozwiązania. A najfajniejsze jest to, że każdego dnia widać efekty ich pracy - jest to tak widoczne, jak przy zrywaniu boazerii. Robią szybko i dokładnie.
Druga sprawa - kafle na podłogę na parterze. Okazało się, że wybrane przez nas są niedostępne, bo zostały wykupione przez deweloperów na inwestycje. Na nową dostawę nie ma co liczyć. Szukaliśmy innych, ale to nie było to. Udało się je jednak kupić nie w wersji matowej, ale lapatto (półmat). Jak to w małżeństwie bywa - osiągnęliśmy kompromis między gresem polerowanym (ja) a matowym (mąż). I jest to rozwiązanie idealne - ekipa zaczęła je układać i wygląda ładnie. Tyle tylko, że mamy chyba z 20% odrzutu, więc wybrakowanych płytek. A jest to I gatunek i nie powinno być więcej niż 5%. W poniedziałek postaram się zareklamować, może je wymienią lub zwrócą parę groszy. Nie po to kupujemy z salonu, a nie z palety żeby i tak dostać produkt z Chin z uszkodzonymi co najmniej dwoma płytkami w opakowaniu. Masakra!
Mamy biały montaż do łazienki, wszystkie kafle, podłogi (panele i kafle), grzejnik łazienkowy. Czekamy na urządzenie kotłowni, napawamy się efektami wykończeniówki. W tydzień wydaliśmy 10 000 zł. Końcowe zamykanie spraw jest najdroższe ze wszystkiego. A pozostaje jeszcze trochę tematów, które trzeba domknąć przed przeprowadzką. Strasznie te pieniądze idą... ale co zrobić? Malować będziemy sami, trochę zaoszczędzimy. Musi się udać, by wreszcie się tam przenieść i złapać oddech finansowy. W końcu tyle już za nami. Czuję ekscytację, bo mentalnie, oboje wynieśliśmy się już z naszego mieszkanka.
Acha, nie wiem, na czym będziemy siedzieć i spać, bo meble w ogóle nie są wkalkulowane w budżet. Będziemy żyć po studencku - po wielu latach ma to swój urok!
Na parterze w jeden dzień pojawił się WC!
WC - ujęcie z zewnątrz, obudowa geberitu i zsypu:
Widok z salonu:
Łazienka na piętrze z obudową geberitu. Zwróćcie uwagę, jak poprzedni właściciele malowali ściany. Do granicy, gdzie stała szafa :)
Tak obecnie wygląda pokój dzieci:
Mamy XXI wiek, więc i u nas pojawiła się elektryczność:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz