Dostawa do sklepu większości rzeczy dotarła jednego dnia: kafle na parter, kafle do łazienki, wanna i część baterii łazienkowych. Mąż miał ambicję przewieźć wszystko małym autkiem dostawczym. Okazało się, że wanna nie wejdzie w żaden sposób, a zakupy ważą 1,5 tony, więc o takim transporcie można zapomnieć. Zamówienie nowego trwa, co oznaczałoby przestój w robocie, na który nie możemy sobie pozwolić. W takich chwilach dzwoni do mnie. Po krótkim namyśle było dla mnie jasne, że trzeba na cito poszukać firm przeprowadzkowych z Wrocławia, by jeszcze tego dnia podstawili odpowiednie auto i przewieźli towar. Organizacja wszystkiego zajęła mi 20 minut. Mąż miał tylko towarzyszyć kierowcy. Udało się znakomicie i na czas. Bardzo mnie za to rozwiązanie chwalił, że on na to nie wpadł, a ja bardzo pomogłam :)
Więc ekipa ułożyła kafle na parterze. Wyglądają ekskluzywne. Mieli też układać panele, które w międzyczasie zgubiły się w transporcie. Szczęśliwie się odnalazły i przyjechały. W tej chwili dostałam telefon, że ich zabraknie,. Trzeba więc domawiać paczkę i nie wiadomo, kiedy będą. Takie drobne duperele, a wkurzają jak nie wiem co. Trudno, trzeba będzie poczekać na podłogę na gotowo. Przynajmniej te parę paneli położymy sami. O ile znów się gdzieś nie zapodzieją.
Panowie wzięli się też za zabudowę g-k kuchni. Nad wiszącymi szafkami zdecydowaliśmy się na zabudowę. Na górnych szafkach tylko zbiera się kurz, albo tworzy się wieśniacka wystawka słoików, butelek i innych gratów. Takową mamy w obecnym mieszkaniu. Mieli też obudować słupek przy wejściu do kuchni. Jak to wszystko zrobić, tłumaczyłam im ja. I wczoraj przyjeżdżamy a tu koszmar - postawili klockową ścianę z g-k w miejscu części mebli kuchennych. Źle, źle, źle! Gdy im to przekazałam zalali mnie fala pretensji o wszystko, żalów i wynurzeń. Dobrze, że umiem sobie z tym radzić, generalnie, pozostając niewzruszoną. Puenta jest taka, że skoro kobieta tłumaczyła im, jak to zrobić to przecież musiało wyjść źle. A naprawa będzie dodatkowo kosztować. Do odkręcenia problemu wysłałam dziś na budowę M. Niech Panowie sobie rozmawiają i się dogadują. Ja umywam rączki jak Rysiek z "Klanu".
Fakt, że ekipę trzyma łazienka, która jest nieruszona. Nie mogą wejść, póki wod-kan nie zamontuje tam mechanizmów pod baterie podtynkowe. Dopiero wtedy można kłaść kafle. Wiem, że zrobi to dziś, najpóźniej jutro, ponieważ właśnie teraz wszedł na naszą budowę dopinając swoją działkę: wpinając piec, robiąc kotłownię, montując grzejniki, uruchamiając wodę i podpinając gaz. Oraz te drobne, arcyważne przeróbki w łazience.
Będę nudziarą kolejny raz wspominając o oparach naszej gotówki. Budżet nijak mi się spina biorąc pod uwagę nawet zapłatę za bieżące prace. Cała ta kotłownia to istna bomba finansowa. Wod-kan robi ją chyba ze złota! Mąż mówi, żebym się technicznie nie mieszała i nie przejmowała pieniędzmi (?!). Nie rozumiem właściwie, o co mu chodzi, ale skorzystam z tej rady bo myślenie o pieniądzach mnie stresuje. Idę robić obiad.
Marnej jakości zdjęcia z telefonu. Kafle na dole:
Kloc do rozbiórki postawiony z g-k:
Prawidłowa zabudowa g-k nad przyszłymi szafkami w kuchni:
Widok z kuchni:





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz