czwartek, 16 października 2014

Wykończeniówka też wykańcza.

Cóż nowego mogę napisać ponadto, co pisałam ostatnio? Mamy na gotowo ułożone kafle na dole. Jak układali, nie podobało mi się, ale efekt końcowy wyszedł dokładnie taki, jaki sobie wyobrażałam.


Dostawa do sklepu większości rzeczy dotarła jednego dnia: kafle na parter, kafle do łazienki, wanna i część baterii łazienkowych. Mąż miał ambicję przewieźć wszystko małym autkiem dostawczym. Okazało się, że wanna nie wejdzie w żaden sposób, a zakupy ważą 1,5 tony, więc o takim transporcie można zapomnieć. Zamówienie nowego trwa, co oznaczałoby przestój w robocie, na który nie możemy sobie pozwolić. W takich chwilach dzwoni do mnie. Po krótkim namyśle było dla mnie jasne, że trzeba na cito poszukać firm przeprowadzkowych z Wrocławia, by jeszcze tego dnia podstawili odpowiednie auto i przewieźli towar. Organizacja wszystkiego zajęła mi 20 minut. Mąż miał tylko towarzyszyć kierowcy. Udało się znakomicie i na czas. Bardzo mnie za to rozwiązanie chwalił, że on na to nie wpadł, a ja bardzo pomogłam :)

Więc ekipa ułożyła kafle na parterze. Wyglądają ekskluzywne. Mieli też układać panele, które w międzyczasie zgubiły się w transporcie. Szczęśliwie się odnalazły i przyjechały. W tej chwili dostałam telefon, że ich zabraknie,. Trzeba więc domawiać paczkę i nie wiadomo, kiedy będą. Takie drobne duperele, a wkurzają jak nie wiem co. Trudno, trzeba będzie poczekać na podłogę na gotowo. Przynajmniej te parę paneli położymy sami. O ile znów się gdzieś nie zapodzieją.

Panowie wzięli się też za zabudowę g-k kuchni. Nad wiszącymi szafkami zdecydowaliśmy się na zabudowę. Na górnych szafkach tylko zbiera się kurz, albo tworzy się wieśniacka wystawka słoików, butelek i innych gratów. Takową mamy w obecnym mieszkaniu. Mieli też obudować słupek przy wejściu do kuchni. Jak to wszystko zrobić, tłumaczyłam im ja. I wczoraj przyjeżdżamy a tu koszmar - postawili klockową ścianę z g-k w miejscu części mebli kuchennych. Źle, źle, źle! Gdy im to przekazałam zalali mnie fala pretensji o wszystko, żalów i wynurzeń. Dobrze, że umiem sobie z tym radzić, generalnie, pozostając niewzruszoną. Puenta jest taka, że skoro kobieta tłumaczyła im, jak to zrobić to przecież musiało wyjść źle.  A naprawa będzie dodatkowo kosztować. Do odkręcenia problemu wysłałam dziś na budowę M. Niech Panowie sobie rozmawiają i się dogadują. Ja umywam rączki jak Rysiek z "Klanu".

Fakt, że ekipę trzyma łazienka, która jest nieruszona. Nie mogą wejść, póki wod-kan nie zamontuje tam mechanizmów pod baterie podtynkowe. Dopiero wtedy można kłaść kafle. Wiem, że zrobi to dziś, najpóźniej jutro, ponieważ właśnie teraz wszedł na naszą budowę dopinając swoją działkę: wpinając piec, robiąc kotłownię, montując grzejniki, uruchamiając wodę i podpinając gaz. Oraz te drobne, arcyważne przeróbki w łazience.

Będę nudziarą kolejny raz wspominając o oparach naszej gotówki. Budżet nijak mi się spina biorąc pod uwagę nawet zapłatę za bieżące prace. Cała ta kotłownia to istna bomba finansowa. Wod-kan robi ją chyba ze złota! Mąż mówi, żebym się technicznie nie mieszała i nie przejmowała pieniędzmi (?!). Nie rozumiem właściwie, o co mu chodzi, ale skorzystam z tej rady bo myślenie o pieniądzach mnie stresuje. Idę robić obiad.

Marnej jakości zdjęcia z telefonu. Kafle na dole:



Kloc do rozbiórki postawiony z g-k:


Prawidłowa zabudowa g-k nad przyszłymi szafkami w kuchni:


Widok z kuchni:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz