latamy po sklepach. Kolejny raz, po zaliczeniu po kilka razy wszystkich możliwych marketów budowlanych, wróciliśmy do zaprzyjaźnionego sklepu, trochę na spontanie, by dopiąć w końcu jakiekolwiek zakupy.
Od obejrzanych zestawów kafli, paneli, drewna kręci się w głowie. Dotarliśmy do momentu przesytu. Osobno wiele rzeczy nam się podoba, ale razem już niekoniecznie. Myślę jednak, że dzisiejszy dzień był owocny i, w końcu, podjęliśmy niemal ostateczne decyzje. Co robiliśmy przez ostatnie dni?
Po pierwsze, wczoraj wieczorem podjechał Pan od kuchni na finalne spotkanie. Kontakt z polecenia - Pan ma tylu klientów, że do dziś nie dorobił się strony internetowej, bo nie ma takiej potrzeby. W zeszłym tygodniu wizytował budowę, pobrał wymiary i zrobił projekt. Fajnie wyszło, ale bałam się kosztów. Okazało się, że zaproponował cenę o 40% niższą niż w sklepie z kuchniami, która i tak nie była (relatywnie) droga! Dobrze, że siedziałam, bo mega mnie zaskoczył. Fakt, że zrezygnowałam z dużego cargo i tych super ekstra wysuwanych koszy (by zamykać tam dzieci, gdy mam ich dość), ale coś za coś. Takie cacka można zamontować w dowolnym momencie. No i bez blatu, za to z płytą MDF. Blat poczeka... Więc ciułamy, bo szkoda przepuścić taką okazję. Ostatecznie możemy zawsze zamówić same korpusy, choć za tą cenę korci, by mieć całość...
Po drugie, odwiedziliśmy naszą rodzinną architekt, by rzuciła świeżym okiem na projekt, bo my jesteśmy w kropce. Nie mogliśmy ostatecznie wymyśleć, ile kafli a ile paneli na podłodze położyć i w jakim zestawieniu. Rzeczywiście, co 3 głowy to nie 2, wymyślone na nowo, świeżo, ale fajnie. Nawet kominek (ten z przyszłości) dostał nowe miejsce.
Po drugie, odwiedziliśmy naszą rodzinną architekt, by rzuciła świeżym okiem na projekt, bo my jesteśmy w kropce. Nie mogliśmy ostatecznie wymyśleć, ile kafli a ile paneli na podłodze położyć i w jakim zestawieniu. Rzeczywiście, co 3 głowy to nie 2, wymyślone na nowo, świeżo, ale fajnie. Nawet kominek (ten z przyszłości) dostał nowe miejsce.
Po trzecie, wysłałam męża po próbkę panela, jaki wstępnie wybraliśmy, by do niego dopasowywać te nieszczęsne płytki na podłogówkę. Sprzedawca dał namiar na klientkę, która identyczne ma już położone na swojej budowie. M. pojechał i zobaczył efekt na większej powierzchni. A dziś po pracy pojechaliśmy do wspomnianego sklepu. Dopięliśmy kafle do łazienki. Pani bardzo nam pomogła, bo przeliczyła, ile m2 potrzebujemy. Niełatwo było nam połączyć 3 wybrane wzory w praktyce, ale udało się. Wybrałam też boską podłogę. Jutro mamy dostać potwierdzenie, kiedy dostawa. Oczami wyobraźni już widzę siebie w wannie pełnej piany w mojej ekskluzywnej (ekhm, ekhm...) łazience. I, co najważniejsze, chyba wreszcie dobraliśmy płytki do paneli! Juchu! Ale to pokażę dopiero, jak będzie przyklepane.
Fachowiec, który miał wejść w ten poniedziałek wysypał się. Wyszło jakoś tak, że z niego zrezygnowaliśmy. Jutro M. jedzie egzaminować kolejną, tańszą ekipę w terenie. Jeśli uzna, że prace wykonują rzetelnie, wchodzą w przyszły poniedziałek. Musi się to zgrać z dostawą kafli, choć dopiero jutro będzie wiadomo czy i kiedy przyjadą. Jest więc duża szansa, że wszystko sypnie się z wielkim hukiem. Ale jest też szansa, że wszystko zaiskrzy i dopasuje się jak puzzle w układance. Zobaczymy.
Przepraszam za jakość zdjęć, ale po sztucznych wnętrzach biegam z telefonem, a nie z aparatem.
Wypatrzona kuchnia marzeń w jednym ze sklepów - fajnie połączenie kolorów + ledy + szkło między szafkami:
Nasza przyszła łazienka (chodzi o same płytki) na ekspozycji w sklepie:
Źródło: http://www.okazje.info.pl/ceny/emigres/
Fachowiec, który miał wejść w ten poniedziałek wysypał się. Wyszło jakoś tak, że z niego zrezygnowaliśmy. Jutro M. jedzie egzaminować kolejną, tańszą ekipę w terenie. Jeśli uzna, że prace wykonują rzetelnie, wchodzą w przyszły poniedziałek. Musi się to zgrać z dostawą kafli, choć dopiero jutro będzie wiadomo czy i kiedy przyjadą. Jest więc duża szansa, że wszystko sypnie się z wielkim hukiem. Ale jest też szansa, że wszystko zaiskrzy i dopasuje się jak puzzle w układance. Zobaczymy.
Przepraszam za jakość zdjęć, ale po sztucznych wnętrzach biegam z telefonem, a nie z aparatem.
Wypatrzona kuchnia marzeń w jednym ze sklepów - fajnie połączenie kolorów + ledy + szkło między szafkami:
Nasza przyszła łazienka (chodzi o same płytki) na ekspozycji w sklepie:
Źródło: http://www.okazje.info.pl/ceny/emigres/






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz