Ostatnio pisałam, że farba na parter, jaką wybraliśmy jest fioletowa. Niebawem pojechałam do sklepu i kupiłam pewniaka czyli "platynową szarość" z palety: szare. Tym razem zamiast fioletów widzę niebieski jeansowy. Może łagodniejszy, gołębi, ale jednak niebieski. Krew mnie zalewa - czy nie ma jasnoszarych farb?! Ja, bynajmniej, nie znalazłam do dzisiaj. No, pomalowałam już nim wszystkie wnętrza, nie mam siły i ochoty szukać koloru, który, jak widać, istnieje tylko w mojej głowie. Pomalowałam sama, bo M. był wówczas w delegacji.
W zeszły weekend zaczęliśmy porządki. Wolno idzie, ale umyłam prawie wszystkie okna, odrapując z farby i wrośniętej w profile folii. M. zaszpachlował parapety. Zaczyna wyglądać schludnie. Dzisiaj dojechała wykładzina do pokoju dzieci. Jutro ostatecznie szklarz-guzdrała ma montować lustro w łazience. Zajmuje mu to 3 tydzień. Waldek zarzeka się, że kuchnia doprowadzona do stanu używalności (z AGD) będzie do końca miesiąca...
Zważywszy na powyższe oraz by dodać życiu nieco smaczku uznałam, że... CZAS NA WYPROWADZKĘ. Mam dość jeżdżenia i pindrzenia się z każdym szczegółem, zwłaszcza, że roboty w nowym domu jest co niemiara. Znacznie łatwiej będzie nadzorować to z miejsca docelowego. Zaczęłam wcielać swój chytry plan w życie. Ogłosiłam w internecie nasze mieszkanko do wynajmu. Zero odzewu. Ogłosiłam ponownie... telefon dzwonił bez przerwy. Ludzie ustawili się w kolejce, ale już pierwsza oglądająca osoba się na nie zdecydowała (ku rozpaczy oglądających po niej). Jutro mamy podpisać umowę, a ona chce się wprowadzić 01.12.2014 r. Czyli do tego czasu musimy się wynieść i wywieźć wszystko, co potrzeba.
Wystawienie wynajmu podyktowane było także bardziej przyziemną kwestią - brakiem gotówki. Zupełnie poważnie, budżet się rozpada i liczę każdy grosz. Z czegoś trzeba za rozpoczęte zlecenia zapłacić, a skuteczny wynajem to jednak znaczący zastrzyk gotówki.
Wystawienie wynajmu podyktowane było także bardziej przyziemną kwestią - brakiem gotówki. Zupełnie poważnie, budżet się rozpada i liczę każdy grosz. Z czegoś trzeba za rozpoczęte zlecenia zapłacić, a skuteczny wynajem to jednak znaczący zastrzyk gotówki.
Myślę, że takiego kopa potrzebowałam, by złapać wiatr i nabrać tempa. Uda się! Póki co, zalegam na kanapce popijając winko. Ale wcześniej udało mi się zorganizować od wujka przyczepkę do przewozu naszych rzeczy na cały tydzień :)
Zdjęcia - tradycyjnie, przy następnej wizycie w prawie domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz