czwartek, 27 listopada 2014

Zdzieracze kasy.

Jak mawiał Joe Black "W życiu pewna jest tylko śmieć i podatki".

Już od jakiegoś czasu miałam pisać o tym aspekcie, ale jakoś nie było okazji. Jednak dzisiaj miałam przykry dzień związany z niezwykle kosztowną przygodą holowania swojego auta na lawetę, starciem ze strażą miejską i mandatem. Jestem więc w odpowiednim nastroju, by wspomnieć o...

Urzędzie Skarbowym.


Od początku nie ukrywałam, że naszą nieruchomość nabyliśmy okazyjnie. Naprawdę okazyjnie i jest to fakt. Głupi człowiek myślał, że skoro spisał umowę u notariusza, płaci cenę za nieruchomość, płaci pośrednikowi, notariuszowi i - uwaga - uiszcza przez notariusza podatek PCC, to wszystko.

Niekoniecznie wszystko. Jakiś czas temu otrzymaliśmy pismo z Urzędu Skarbowego wzywające nas do wyjaśnień, dlaczego kupiliśmy dom tak tanio. Złożyliśmy wyjaśnienia, że dom to ruina do generalnego remontu. Mimo to przyszło kolejne pismo wskazujące proponowaną wartość domu  na 580 tys.!!! opartą na innych transakcjach z sąsiedztwa. Oraz nakaz zapłaty różnicy w podatku wraz z odsetkami. Wszystkiego grubo ponad 3 tys. zł. Zawał. Chcąc się bronić przed tak niesprawiedliwą wyceną musieliśmy w tej chwili powołać rzeczoznawcę, który dokonał wyceny domu na dzień zakupu, czyli wstecz. Wyszło sporo mniej, ale jednak powyżej ceny kupna. Teraz musimy dopłacić tą różnicę plus opłacić rzeczoznawcę. Można oczywiście samemu wskazać proponowaną wartość domu (np. cenę zakupu). Wtedy istnieje jednak ryzyko, że nie zostanie ona przyjęta przez urzędnika - powoła on swojego biegłego, który wyceni dom na kwotę wg. swojego "widzi mi się" oraz transakcji z dzielnicy, a my będziemy musieli zapłacić różnicę od ich kwoty oraz opłacić ich biegłego (jeśli różnica między naszą a ich wyceną wyjdzie ponad 33%). To tak w dużym uproszczeniu. Wyszło nieco chaotycznie...

Chciałabym uczulić tych, którzy kupią dom po cenie naprawdę okazyjnej. Liczcie się z faktem, że po roku czy nawet dwóch Urząd zapuka do waszych drzwi upomnieć się o swoje. Warto więc rozważyć, by w momencie kupna  zabezpieczyć się wyceną rzeczoznawcy. Wydatek dodatkowy, ale warty ceny. Jest to bowiem dokument, którego skarbówka nie ma prawa podważyć. Wówczas w przypadku wezwania do dopłaty przedstawicie taki papier urzędnikowi i sprawa załatwiona. Dom jest warty tyle i prosimy się odczepić! Gdy zaczęłam podpytywać znajomych okazało się, że nie są to rzadkie przypadki. Na szybko, pięć osób przyznało, że miało podobne przeżycia związane z kawalerką, stodołą czy z czymś innym co  kupili okazyjnie. A potem dopłacali.

Pamiętajcie: Urząd Skarbowy nalicza podatek  nie od ceny zakupu, ale od wartości nieruchomości. Jedynym gwarantem, by spać spokojnie, jest wycena rzeczoznawcy dokonana w dniu zakupu. W razie niskiej ceny, rażąco lub nie odbiegającej od cen w okolicy, skarbówka ma prawo dochodzić różnicy w należnościach. Wasza wycena zamyka im usta. Mnie nikt o takiej ewentualności nie poinformował. Nie wiedziałam, że tak może się zdarzyć.

Jest to przykre zwłaszcza w sytuacji, gdy człowiek nie ma już pieniędzy. Ja wolę się z nimi dogadać  - batalia sądowa z US mnie przeraża. Ale jest mi też przykro. Mam wrażenie, że traktują mnie jak cwaniaka, który chce oszukać państwo. Za dobry interes ubił obywatel, udało mu się dobrze kupić, więc zedrą ostatni grosz. Wiele można o mnie powiedzieć, ale cwaniakiem na pewno nie jestem. I jestem uczciwa. O cwaniakach, którzy oszukali państwo na grube miliony można poczytać regularnie w prasie. Oficjalnie nic nie posiadają, więc chodzą sobie po ulicy. Na takich państwo nie ma pomysłu i są bezkarni. 

Z nowinek - M. skręcił nowe łóżko dzieci. Czekało na to pół roku w kartonach:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz