piątek, 24 kwietnia 2015

Piątek, piąteczek, piątunio...


Uwielbiam piątkowe popołudnia. I sobotnie poranki. Zwłaszcza dlatego, że, co do zasady, nie ma wtedy dzieci w domu a ja mogę ciurkiem przespać jedyną w tygodniu noc (Młody wciąż nie przesypia) i wstać o której mi się podoba.

Ptaki najpiękniej słychać wieczorami - gdyby nie szum ulicznych pojazdów i zgiełk miasta, jaki niesie się od frontu, w ogrodzie byłoby zupełnie jak w moim ulubionym programie BBC "Escape to the Country" (Ucieczka na wieś), w którym mieszczuchy szukają sielskich rezydencji.

Zamówiłam naszą sprawdzoną ekipę do remontu WC na ostateczny, niezmienny termin 12-13 maja. Skutecznymi metodami wynegocjowaliśmy niższą cenę blatu dębowego do łazienki. Kafle będą za tydzień, temat wydaje się zmierzać ku szczęśliwemu końcowi.

Mój M. pół dnia, jak nie więcej, pracował w ogrodzie. Przy przepięknej pogodzie sparzył plecy od słońca, za to przekopał 1/3 ogrodu wyplewiając mlecze i inne chwasty. Będzie można na tym kawałku zasiać piękną trawę. "Pozwolił" mi posiać borówkę, maliny i truskawki. Jeśli chcę więcej, mam sobie sadzić w skrzyneczkach. Niedawno wyczyściłam też nasz PRL-owski kielich z syfu i ziemi. Nie będzie doniczką, jeszcze w tym sezonie zostanie fontanną.

I ponownie temat płotu. Jest arcykonieczny. Tabun dzieci, jaki przewala się przez mój ogród w ostatnich dniach przeraża mnie. Lubię dzieci, ale nie u siebie na włościach. Wiem, że u nas najmilsza atmosfera, najfajniejsze zabawki (a może po prostu ja -  mama aktywnie biorąca udział w zabawie?) i tak dalej, ale to nie jest podwórze komunalne. Maluchy mają to jednak w nosie. Gorzej, że bez skrępowania włażą mi do domu: "Ciociaaaa piiiiićććć!!!" Na swój sposób jest to słodkie.  Wielki plus - moja latorośl zajmująca się sobą i latająca za dzieciakami, żebym miała dłuższą chwilę dla siebie - bezcenne, warte każdej wydanej na ten dom złotówki. W bloku tak by nie miały.



Na koniec - nasz najpiękniejszy obraz "4 pory roku":


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz