wtorek, 1 lipca 2014

Poszukiwania cz. II

Powinnam w tym miejscu wspomnieć o źródle poszukiwań niezwykłych okazji mieszkaniowych. Przypominam, że piszę z pozycji zwykłego zjadacza chleba, a nie rentiera, którego nie ograniczają finanse, kupuje co chce i gdzie chce.

Logicznym jest skupić się na przeglądaniu ogłoszeń w portalach internetowych. To podstawa. Nie ma się jednak co  łudzić, że znajdziemy tam perełkę. Oferty z portali mają zazwyczaj rynkowe ceny i  wiszą miesiącami. Bywają  zafałszowane (podanie błędnej lokalizacji, liczby pomieszczeń), aby zwiększyć zainteresowanie. Wkrótce okazuje się, że miejsce położenia jest zupełnie inne (bywa, że i poza miastem) lub na jaw wychodzi ukryty feler. W ten sposób znaleziona nieruchomość, moim zdaniem, nie jest  okazją. Prawdziwe perełki najczęściej nie mają nawet szansy trafić do "obiegu" ogłoszeniowego. Sztuką jest je znaleźć.

Ogłoszenia przeglądaliśmy 2 razy dziennie - rano i wieczorem. Poza tym, o czym pisałam, jeździliśmy sami po mieście szukając w oknach domów ogłoszeń. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, jest skuteczne i pozwala ominąć pośrednika. No właśnie - skontaktowaliśmy się ze sprawdzonym pośrednikiem z wieloletnim doświadczeniem. I tu uwaga - pośrednik pośrednikowi nierówny. Jeden nie szczędzi sił i energii by dogodzić klientowi, wykazuje rzadką w tym zawodzie cierpliwość. Inny próbuje wcisnąć cokolwiek,mydli oczy, gada, gada, gaaadaaa..... Lepiej znaleźć jednego, dwóch i pozwolić działać. Dobry pośrednik ściągnie dla nas dowolną ofertę z każdego biura, o ile nie jest ona na wyłączność. Jeśli już podpisujemy umowę, to tylko na oglądaną nieruchomość. Śmiało targujmy się również o wysokość ewentualnej prowizji. Dawno minęły czasy, gdy wynosiła 2-3%. obecnie to ok. 1%, a zdarza się i mniej. Kolejnym źródłem zyskującym coraz bardziej na popularności są licytacje komornicze. Aktualizowane na bieżąco stanowią rewelacyjne narzędzie wyszukiwania nieruchomości - www.licytacje.komornik.pl. Cena jest atrakcyjna, wręcz arcykorzystna gdy dochodzi do drugiej licytacji, metraże duże, potencjał jeszcze większy. Tu znaleźliśmy kilka miejsc, o które chętnie walczylibyśmy zaciekle... gdyby nie wady tej metody. Jest to opcja dla osób posiadających wolną gotówkę. Na zasadzie - idziesz na licytację i, jeśli uda się wygrać, wykładasz kasę i finalizujesz transakcję. Możliwe jest finansowanie zakupu z kredytu, acz jest to sposób niepewny i wymaga sporo zachodu.  Zawsze trzeba mieć też na wadium, którego wysokość jest zależna od wartości nieruchomości. I, najważniejsze, pojawia się komornik. Nasze wymarzone M jest zabierane komuś, kto znajduje się w dramatycznej sytuacji. Rzadko są to mieszkania puste, a my kupujemy je razem z lokatorami. Nie wszyscy "zlicytowani" godzą się z  faktem utraty domu i walczą, np. nie chcą się wyprowadzić... A pozbycie się takich gości z własnej nieruchomości nie jest sprawą ani łatwą (zawiłości prawne) ani przyjemną (kwestia moralności). Reasumując, nie mieliśmy gotówki i zwyczajnie baliśmy się ewentualnych komplikacji po zakupie takiego lokum.

Poszukiwania trwały, napięcie rosło, kwestia nowego domu stawała się nieznośna. Frustrowały nas kolejne niepowodzenia. Pod koniec mojej ciąży, umęczony mąż pojechał obejrzeć kolejne dwie nieruchomości. Ku jego zdziwieniu, okazały się inne niż wszystkie z możliwą bardzo dobrą ceną do wynegocjowania. Dlaczego inne? O tym w kolejnym poście.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz