poniedziałek, 28 lipca 2014

Jak to powinno wyglądać...

Cudowny weekend, który zupełnie odmienił oblicze szeregówki za nami. Wszyscy wyjechali a my zostaliśmy z pytaniem - co dalej? Zdjęcie drewna, szafek, szaf w całej okazałości odkryło sypiące się sufity, wybrakowane ściany, elektrykę, której stan zagrażał egzystencji i wołał o pomstę do nieba.W tym momencie powinniśmy byli wykonać dwie rzeczy: zrobić projekt oraz znaleźć firmę remontową od a do z.


PROJEKT. Zdecydowanie polecam zrobienie projektu przy każdym remoncie. Choćby funkcjonalny, rzuca światło na docelowy wygląd lokum. Pozwala lepiej zobaczyć wady/zalety różnych rozwiązań. Wstępnie rozrysowanie kuchni czy łazienki oraz obmiar pozwoli uniknąć problemów przy późniejszych zakupach armatury lub sprzętu AGD (za duże lub za małe gabaryty). Ostatnio czytałam  fajny artykuł w "Polityce" na temat budowy domu / remontu generalnego podejmowanego przez pary i małżeństwa. Okazuje się, że małżonkowie nierzadko mają odmienne wizje, zatrudniają architekta, przystępują do budowy próbą sił wierząc, że wyjdzie na ich. Architekt pełni rolę rozjemcy lub mediatora. Kończy się rozwodem lub inną katastrofą.
Projekt zamówiliśmy. Mieliśmy spójną wizję tego, jak docelowo ma wyglądać nowy dom. Fajne było to, że z grubsza zgadzaliśmy się niemal bez słów, gdzie co ma być. Poprosiliśmy architekta, żeby zaprojektował wszystkie kondygnacje uwzględniając nasze sugestie. Projekt miał być docelowy, tzn. miał pokazywać kompletną modernizację także strychu i piwnicy, które odłożyliśmy na bliżej nieokreśloną przyszłość. Tak się składa, że architektów mamy w rodzinie i właśnie do nich zwróciliśmy się o pomoc. Jak każde rozwiązanie ma to swoje wady i zalety. Niewątpliwy plus to fakt, że oni sami byli na podobnym etapie życia - wykańczali swój dom z rynku wtórnego, więc doskonale rozumieli nasze potrzeby. Minus - ten sam - w związku ze swoją budową nie mieli dla nas tyle czasu, ile byśmy chcieli.

EKIPA REMONTOWA. Powinniśmy byli znaleźć firmę kompleksowo zajmującą się wykonaniem remontu od początku do końca. Dodatkowo z kierownikiem budowy nadzorującym pracę ekipy i wyznaczającym porządek prac. Ceny zostałyby ustalone przed rozpoczęciem kolejnych etapów. Dziś uważam, że jest to jedyne rozwiązanie dla osób, które nie remontują systemem gospodarczym, nie są ekspertami, nie siedzą na macierzyńskim/wychowawczym lub z innych powodów nie mogą codziennie wizytować budowy. Myślę, że gdybyśmy tak zrobili zaoszczędziłoby wielu nerwów, rozczarowań, wzajemnych pretensji oraz - uwaga - czasu i pieniędzy. Tak, przede wszystkim czasu i pieniędzy. Przychodzą mi na myśl teksty żywcem wyjęte z wenezuelskich telenoweli: "Remont brutalnie odziera z wszelkich złudzeń" albo "Budowa to zazdrosna kochanka, nie zniesie konkurencji"... i inne tego typu. Okaże się, dlaczego...

Tak to powinno wyglądać. W następnym poście napiszę, jak naprawdę wyglądało.

Pomieszczenia, które już nie istnieją. Ciemna, wąska kuchnia:


Stary salon poszerzony o wyburzoną ściankę działową  (obok wyjście do ogrodu):


 Widok na wejście do starej łazienki na dole:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz