poniedziałek, 21 lipca 2014

Odbieramy klucze!

Jestem z powrotem w domu. Wracając do sedna...

Minęły 3 tygodnie, ale właściciel poprosił o przedłużenie terminu o kilka dni, potem o tydzień, bo się nie wyrobi itd. Okazało się, że obudzili się na ostatnią chwilę, nie robiąc nic przez cały czas, a zwierając szyki do wyprowadzki w ostatnie 2 dni. Zapytali, czy mogą zabrać kuchenkę gazową. Odpowiedziałam: "Oczywiście, zrobimy remont całej kuchni, więc co potrzebujecie możecie pozabierać". Te słowa okażą się pamiętne...

W końcu udało się umówić na odebranie kluczy na godzinę, która przedłużyła się do późnej nocy. Gdy przyjechaliśmy trwało nerwowe wynoszenie "ostatnich rzeczy". Przed domem zebrał się całkiem spory tłumek gapiów. Papierosek - piwko, wydarzenie na całą dzielnicę, obczajanie nowych właścicieli jakbyśmy urwali się z księżyca. I komentarze. Ale trudno, da się przeżyć, ważne, że dom będzie już tylko nasz. Nic mnie nie interesowało poza tym, by wreszcie pożegnać tych ludzi na zawsze.

Gdy po wielu wieczornych godzinach zakończyli wyprowadzkę przeżyłam pierwszy poważny szok. Gdybym ja sprzedawała mieszkanie, wyszorowałabym każdy kąt na błysk, ponaprawiała drobne rzeczy. Zawsze mi się wydawało, że nasze miejsce to nasza wizytówka. Po prostu w głowie mi się nie mieściło, że można inaczej. Okazało się, że można. Wcześniej na parterze był pokój zawalony śmieciami po sufit (nie dawało się tam wejść) - został posprzątany. W salonie zostawili rozmontowaną kanapę - wrócą  po nią później. Zauważyłam, że na ścianie wymalowali graffiti (bo się wyprowadzają, więc co im szkodzi). Na piętrze była nowiutka łazienka z super drzwiami. To mnie ucieszyło przy zakupie, bo uznaliśmy, że tylko dzięki niej remont piętra odłożymy na później. Przecież cena jaką zapłaciliśmy obejmowała również to nowe pomieszczenie w oceanie starej boazerii. Teraz drzwi zostały wymontowane, zniknęła też toaleta oraz baterie łazienkowe z umywalki i wanny, a straszyły dziury w ścianach. Została tylko wanna, a łazienki właściwie nie było. Właściciele wzięli sobie do serca, że mogą zabrać co chcą. Najbardziej ciekawiło mnie, czy posprzątają strych - zawalony śmieciami i wszelkim badziewiem zbieranym od 40 lat. Strych pozostał nietknięty. Ach, no i garaż - zawalony śmieciami. Załamałam się i niemal popłakałam. Sytuacja mnie przerosła. Po pierwsze: idylliczny plan  remontu robionego etapami padł, po drugie: trzeba skrzyknąć rodzinę i zacząć od wielkiego sprzątania. Poniżej - przedsmak tego, co należało posprzątać:





Pamiętna łazienka po wymontowaniu drzwi i wyrwaniu baterii:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz