Po takim zakupie powinna nastąpić euforia i skok endorfin. Zakupy tak zazwyczaj działają na kobiety. Ale na mnie nie zadziałały. Byłam przestraszona, w głowie miałam gonitwę myśli: kredyty, od czego zacząć, co myśmy zrobili, ja nie chcę mieszkać w domu po kimś. Zabawne, ale wtedy to był mój największy problem.
Obiektywnie rzecz biorąc transakcja całkiem udana. Pamiętacie jak pisałam o mieszkaniu willowym, które prawie kupiliśmy choć było za małe? Za naszą szeregówkę 50 m większą, zapłaciliśmy dokładnie tyle, ile chcieliśmy za nie dać. To poprawiało humor. Następnym atutem był fakt, że do końca 2013 r. przy zakupie nieruchomości nie był wymagany wkład własny. Teraz już jest, a jego wysokość będzie wzrastała w kolejnych latach. My mieliśmy wkład własny, ale mogliśmy odzyskać go w kredycie.
Obiektywnie rzecz biorąc transakcja całkiem udana. Pamiętacie jak pisałam o mieszkaniu willowym, które prawie kupiliśmy choć było za małe? Za naszą szeregówkę 50 m większą, zapłaciliśmy dokładnie tyle, ile chcieliśmy za nie dać. To poprawiało humor. Następnym atutem był fakt, że do końca 2013 r. przy zakupie nieruchomości nie był wymagany wkład własny. Teraz już jest, a jego wysokość będzie wzrastała w kolejnych latach. My mieliśmy wkład własny, ale mogliśmy odzyskać go w kredycie.
Szybko podpisaliśmy notarialną umowę przedwstępną i wpłaciliśmy zadatek. Zazwyczaj właściciel potrzebuje miesiąca - trzech na wyprowadzkę. Nasz potrzebował trzech tygodni (!) od zapłaty całej kwoty. Zajęliśmy się więc załatwianiem kredytu i zaczęły się pierwsze schody. Nie sposób obejść wszystkich banków, by porównać oferty, Można osobiście przejść kilka a ponadto udać się do instytucji pośrednictwa kredytowego, której usługi są bezpłatne. Doradca porówna kilka ofert i wskaże najkorzystniejsze. My skorzystaliśmy z tej opcji. Dla mnie był to dodatkowo przyspieszony kurs ekonomii. Nigdy nie brałam kredytu i nie miałam pojęcia co to jest LIBOR i inne wynalazki. Na szczęście miałam męża. Prawda jest taka, że oferty wyglądają atrakcyjnie tylko na pierwszy rzut oka. Gdy się zagłębić, są wyjątki od wyjątków, gwiazdki i przypisy albo inne cuda a koszty rosną. Są oferty korzystniejsze i mniej korzystne, ale jeśli bierze się je na 30 lat, różnice między nimi nie są spektakularne. Sprawy okołokredytowe męczyły: musieliśmy zamówić operat szacunkowy, przynieść milion papierów, do każdego banku inne. Trwało to trzy miesiące. Pod koniec nie mogłam patrzeć na to wszystko i wydawało mi się, że wcale niczego nie kupiłam a wir papierologii nigdy się nie skończy. Chwilami nachodziły myśli, że w ogóle nie dostaniemy kredytu (w paru bankach odmówiono nam). Wiecie na przykład, że dochód uzyskiwany na urlopie macierzyńskim (pensja) dla niektórych banków wynosi 0 zł? Absurd goni absurd. Znajomi podpisali umowę przedwstępną i mieli naprawdę poważny kłopot z uzyskaniem kredytu. Warto zawczasu zbadać więc swoją zdolność. Na szczęście udało się. Przy okazji wcisnęli nam pierwszą w życiu kartę kredytową. Obecnie ciężko o kredyt bez dodatkowych produktów finansowych (karty, ubezpieczenia). Podpisaliśmy umowę na kredyt budowlany (kwota na zakup, odzyskany wkład własny i dodatkowe pieniądze na remont) i następnego dnia przelano należność. Odżyłam.
Umowę notarialną na zakup domku podpisaliśmy dokładnie w dzień moich urodzin - jesienią 2013 r. Zakup z rynku wtórnego okazuje się kosztowną zabawą. Oprócz kosztów kredytu i ubezpieczenia nieruchomości dochodzą koszty notarialne, podatek PCC (2% wartości nieruchomości), ewentualna prowizja dla pośrednika. Ufff... potrafi się uzbierać i daje po kieszeni. A to dopiero początek. Zaczęłam odliczać 3 tygodnie. Cztery miesiące temu podjęliśmy decyzję o zakupie, a wciąż czekaliśmy na wejście do rudery. Mogliśmy co najwyżej zerknąć do ogrodu. Przy okazji, comiesięczna rata związała mnie z ukochanym bardziej niż ślub :)
Widoki na ogród nietknięty naszą ręką - te ładniejsze i te brzydsze.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz