1. Jeśli robisz remont, nie zakładaj, jak my, że przewidziałeś wszystkie prace. Unikniesz rozczarowań. Najlepiej od razu założyć, że trzeba remontować 20-40% więcej, niż w planie podstawowym.
2. Jakikolwiek masz budżet na remont, musisz przewidzieć "poduszkę finansową" - co najmniej 30% ponad planowany budżet.
Tyle tytułem wstępu. My nie znaliśmy złotej zasady nr 1, a zasada nr 2 została zignorowana. Tym samym ustaliliśmy, że do każdego etapu prac będziemy szukać osobnych ekip. Klucze odebraliśmy w listopadzie, do końca grudnia chcieliśmy zakończyć pierwsze prace. Zdecydowaliśmy, że najpierw instalacje, konkretnie elektryka, bo była w stanie najgorszym. Poszukiwaliśmy wykonawców głównie w internecie na portalach typu oferia czy szukamfachowca.pl. Rozstrzał cen - wielki: od 9 do 16 tys. za elektrykę. Zdecydowaliśmy się na najtańszą opcję, spoza Wrocławia, z Zielonej Góry. Przyjechali - obejrzeli, ucieszyłam się, że mają termin i zaraz zaczną. Weszli w grudniu. I wzieli się do roboty... za codzienne picie. Tyloma butelkami po alkoholu , które tam znalazłam można by spoić wojsko. A ich było dwóch. W międzyczasie powstał projekt funkcjonalny, w mniejszych - większych bólach. Nanieśliśmy na niego punkty elektryczne. Projekt jest rozliczony (czytaj: zapłacony), ale właściwie do dziś nie skończony, bo kwestia poddasza pozostaje otwarta. O tym potem. Wracając do naszych Magików, trzeba było im patrzeć na ręce. Praca szła opornie, ujście znajdowała własna twórczość, nieadekwatna do naszego projektu. Znajdowaliśmy kolejne błędy, po których następowały niezliczone poprawki. W końcu, może dzięki ich "profesjonalizmowi", choć raczej, moim zdaniem, zadziałała magia Świąt Bożego Narodzenia, zaczęliśmy wychodzić na prostą. I wówczas, gdy jechałam się z nimi rozliczyć i uzgodnić ostatni etap prac, zadzwonili do mnie. "Klan" czy "Pierwsza miłość" z TV to przy nich pikuś. Pokłócili się z szefem, schodzą z budowy, bo on im nie zapłacił, bo to oszust itd., itp. To tak w bardzo dużym skrócie. A co mnie, wykonawcę to za przeproszeniem obchodzi? Robota ma być zrobiona! Tuż przed świętami Anno Domini 2013 zeszli z budowy zamykając ją na cztery spusty. Odjechali zygzakiem, nawaleni, czy na kacu...mam nadzieję, ze dojechali bezpiecznie do celu. Elektryka przeciągnęła się na styczeń, szef obiecał dostarczyć nową ekipę, która, rzeczywiście, weszła w styczniu i skończyła kłaść nieszczęsne kable.
Teraz, drodzy Czytelnicy, przychodzą mi na myśl różne złote powiedzenia polskie np. "Chytry płaci dwa razy"albo "Co nagle to po diable" itp. Owszem, elektryka została położona. Tylko że, nawiązując do postu o kierowniku budowy: on by nam powiedział, jaką kolejność prac przyjąć, zaalarmowałby, gdybyśmy, według naszej najlepszej wiedzy, zaczęli od elektryki: Uwaga, ludzie, nie tędy droga, bo skończycie w otchłani Mordoru! Chyba byliśmy w tej otchłani dwa miesiące później (czy uda nam się zniszczyć pierścień i wrócić do Shire?) My nie pomyśleliśmy, że po elektryce nastąpi, m.in. skuwanie starego tynku. I calutka nowa elektryka pójdzie w cholerę, radośnie zwisając tu i ówdzie ze zdemolowanych ścian. To właśnie nastąpiło - została bezpowrotnie zniszczona! Dodatkowo, oświecono nas, że położono ją w sposób staroświecki i "tak nikt już dziś nie robi". Reasumując, po dalszych pracach o których napiszę w kolejnych postach, elektrykę musieliśmy kłaść raz jeszcze, niemal od początku (może pomijając skrzynki rozdzielcze). Tak naprawdę, ta przygoda zakończyła się dopiero na początku czerwca.
Już wtedy, w grudniu/styczniu, powinna mi się zapalić lampka alarmowa, ale jeszcze się nie zapaliła. Choć elektrycy doprowadzili nas do pierwszych kłótni (mąż oskarżał, że ja chcę remontować na szybko, ja odparowywałam, że on by remontował tysiąc lat), uznałam ich za jednorazowy problem i przystąpiłam do dalszych planów: planowania podciągów i skuwania tynków oraz posadzek.
Plątanina kabli, poprzecinanych, pomieszanych, niezdatnych do niczego, wisiała, mniej więcej tak:
Teraz, drodzy Czytelnicy, przychodzą mi na myśl różne złote powiedzenia polskie np. "Chytry płaci dwa razy"albo "Co nagle to po diable" itp. Owszem, elektryka została położona. Tylko że, nawiązując do postu o kierowniku budowy: on by nam powiedział, jaką kolejność prac przyjąć, zaalarmowałby, gdybyśmy, według naszej najlepszej wiedzy, zaczęli od elektryki: Uwaga, ludzie, nie tędy droga, bo skończycie w otchłani Mordoru! Chyba byliśmy w tej otchłani dwa miesiące później (czy uda nam się zniszczyć pierścień i wrócić do Shire?) My nie pomyśleliśmy, że po elektryce nastąpi, m.in. skuwanie starego tynku. I calutka nowa elektryka pójdzie w cholerę, radośnie zwisając tu i ówdzie ze zdemolowanych ścian. To właśnie nastąpiło - została bezpowrotnie zniszczona! Dodatkowo, oświecono nas, że położono ją w sposób staroświecki i "tak nikt już dziś nie robi". Reasumując, po dalszych pracach o których napiszę w kolejnych postach, elektrykę musieliśmy kłaść raz jeszcze, niemal od początku (może pomijając skrzynki rozdzielcze). Tak naprawdę, ta przygoda zakończyła się dopiero na początku czerwca.
Już wtedy, w grudniu/styczniu, powinna mi się zapalić lampka alarmowa, ale jeszcze się nie zapaliła. Choć elektrycy doprowadzili nas do pierwszych kłótni (mąż oskarżał, że ja chcę remontować na szybko, ja odparowywałam, że on by remontował tysiąc lat), uznałam ich za jednorazowy problem i przystąpiłam do dalszych planów: planowania podciągów i skuwania tynków oraz posadzek.
Plątanina kabli, poprzecinanych, pomieszanych, niezdatnych do niczego, wisiała, mniej więcej tak:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz