poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Czynnik ludzki - dalsze prace.

W trakcie zimy kolejnymi pracami, jakie trzeba było wykonać były podciągi. Ponieważ oryginalnie w szeregówce było wiele ścian, a my chcieliśmy się ich pozbyć, należało podciągami wzmocnić stropy. Plan na parter: otworzyć pokój (ten, gdzie zalegały śmieci), wyburzyć ściany starego salonu i połączyć go z nową jadalnią. Na piętrze 30 m pokój dzieci był przedzielony ścianą z łukami. Należało się jej pozbyć. Łącznie, około 6 podciągów stalowych.

I tu muszę nas pochwalić, gdyż ta sprawa wyszła nam całkiem sprawnie i, przede wszystkim, mile finansowo. Kupiliśmy materiał (stal) z transportem. Czekała na budowie kilka dni. Znajomym złomiarze ukradli podobne belki, więc drżałam, że mimo wymienionych zamków ktoś dostanie się do środka. Na szczęście nic złego się nie wydarzyło. Ekipę znaleźliśmy "po znajomości" (wici rozpuszczone po rodzinie), spoza Wrocławia. Przyjechali, w 2-3 dni założyli wszystko. Po skuciu łuków na piętrze okazało się, że są tam już belki stalowe i nie trzeba wkładać nowych. Ta ekipa to jedna z fajniejszych, jakie gościliśmy na naszej budowie. W ogóle ekipy spoza Wrocławia były solidniejsze, mniej zmanierowane, tańsze, nie widzące większych problemów. Warto więc ściągać fachowców z okolic dużych miast.

Jednocześnie rozpoczęliśmy skuwanie wszystkiego. Do podciągów trzeba było przecież rozebrać niektóre ściany, a w tym samym czasie usuwać tynk z pozostałych. Początkowo robiliśmy to sami, jednak szybko okazało się, że nie mamy czasu oraz sprzętu. Specjalistyczne młoty kosztowały grubo ponad 1000 zł, a nasz chiński (zresztą pożyczony), szybko wyzionął ducha. I tu zaczęły się poszukiwania ekip, które podjęłyby się tego zadania. Wtedy przeliczaliśmy każdy grosz i chcieliśmy wydać jak najmniej. Z drugiej strony, wykwalifikowani budowlańcy nie chcieli podjąć się zadania, lub proponowali stawki z kosmosu (ok. 3 tys. zł). Zachęcaliśmy jak umieliśmy również ekipę od podciągów, ale odmówili. Nie łudząc się - skuwanie i wynoszenie gruzu jest bardzo ciężką pracą fizyczną i nikt, jeśli miał widoki na inne zlecenia, nie chciał się tego podjąć. Naprawdę nie pamiętam, ile ekip przewinęło się w temacie skuwania tynków i posadzek, myślę, że co najmniej cztery. Po podciągach czas zaczął płynąć, a  postępów brak. Największym problemem tej budowy byli ludzie. To oni niweczyli nasze starania, plany, efekty prac. Dlatego ponownie, żałuję, że nie była to jedna kompleksowo pracująca firma. Bo o ile można znaleźć kogoś do dużych prac (choć z marnym efektem), o tyle do ciężkiej pracy, pojedynczych rzeczy jest trudno. Ludzie dali nam się we znaki po raz pierwszy właśnie przy skuwaniu tynków - sprawa zaczęła przeciągać się niemiłosiernie, zajęła cały luty i marzec, choć przy sprawnej realizacji mogło pójść znacznie szybciej. Wszedł jeden - zrobił tak, wszedł drugi, zrobił inaczej. Po kawałku, bez ładu i składu. Ściany to jedno, a trzeba było jeszcze skuć całą posadzkę na parterze. Zamarzyliśmy sobie tam ogrzewanie podłogowe, w związku z czym trzeba było położyć wszystko od początku, od gołego stropu. W tym miejscu różni fachowcy zaczynają się łączyć, tzn. wchodzić sobie w drogę przy robocie. Niemal dwumiesięczna szarpanina ze skuwaniem odbiła się porządnie na naszym życiu prywatnym, o czym napiszę w następnym poście.

Dla wyobraźni - tak docelowo ma wyglądać nasz DOM.
Ciemnoszarym kolorem i linią przerywaną zaznaczono ściany do wyburzenia.

Rzut parteru:                                                        

                         

 Rzut piętra (docelowa ściana dzieląca pokoje dzieci na razie nie stawiana):                                                                                        



Salon z istniejącą ścianą (po lewej) przeznaczoną do usunięcia:


 Po usunięciu ściany, salon został otwarty na jadalnię:


 Piętro: biegnąca przez środek pokoju dziecięcego ściana z łukami:


Po usunięciu ściany, a przed likwidacją wanny z "odnowionej" łazienki pokój dziecięcy został otwarty:


Podciąg otwierający pokój (nową kuchnię) na resztę domu:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz