czwartek, 14 sierpnia 2014

Okna na świat - cz.I

Ostatnio na kanale DOMO oglądałam program o agentce nieruchomości - celebrytce, która kupiła w UK sypiący się zamek i w 8 (!) miesięcy odrestaurowała go całkowicie przerabiając na część prywatną i bankietową, w której chciała organizować wesela. Przy okazji matkowała trójce dzieci. Samo oszklenie sali głównej wydawało mi się mocno podejrzane, gdyż trwało 3 tygodnie. Nawet, jeśli miała środki, jestem pewna, że program zmontowano i zmanipulowano na potrzeby TV. To zadanie niewykonalne, niemożliwe skoro u nas na same okna czeka się  średnio 5-8 tygodni. Co tam zamek! Wróćmy do ciekawego wątku oszklenia ruderowej rezydencji Oli.

Usytuowanie szeregówki to północ - południe, przy czym od strony południowej znajdują się wszystkie pomieszczenia rekreacyjne i wypoczynkowe. Od północy jedynie kuchnia, okno z korytarza na piętrze i gabinetu. Nie muszę mówić, że wszystkie okna w domu nadawały się do wymiany. I nie muszę mówić, że zaprojektowaliśmy nowe zupełnie inaczej niż stare. Jak to my - nie masz problemu, stwórz go sam! Już na tym etapie wdrażamy rozwiązania docelowe, więc dobraliśmy rolety antywłamaniowe sterowane elektrycznie. By nie biegać po domu i nie zaciągać okien ręcznie, głównie dla wygody Pana Męża :) Przeżyłam włamanie do domu, nie polecam, dlatego w życiu nie zrezygnowałabym z rolet. Nawet, jeśli puszkują człowieka jak sardynkę, dają jakieś poczucie bezpieczeństwa. Rolety są zamontowane, ale nie ma panelu sterowania, więc na razie nie działają. Będą działać, jak przyjdą lepsze czasy i będzie nas stać, żeby za ten panel zapłacić.

Osobiście nadzorowałam sprawę okien. Odwiedziliśmy trzy firmy. Dwie, nie wiem, jakim cudem, wyceniły nam tą przyjemność na grubo ponad 20 tys. zł. Ostatecznie w trzeciej, zdecydowanie najtańszej nie widzieli problemu w naszych rozwiązaniach. Inni narzekali, że "to się nie da", "tak nie robimy". Nie lubię takiego gadania. Firma przyjechała na obmiar, po czym oczekiwania wyniósł około 3 tygodni. Każdy pojedynczy otwór był do przerobienia pod nowy wymiar. Zleciliśmy to "fachowcowi", żeby firma okienna dodatkowo nas nie podliczyła. Trochę się z tym guzdrał, przy okazji rozwalając ściany bez ładu i składu. Wybił 2 otwory na piętrze od północy. Od południa znajduje się wspomniany 30 m pokój dziecinny, który docelowo zostanie przedzielony na pół. I tam zamówiliśmy 2 x drzwi balkonowe i okna, docelowo, by każde dziecko miało takie samo wyjście na balkon po rozdzieleniu powierzchni. W związku z tym należało zburzyć całą ścianę, założyć bele stalowe, wypchać styropianem i wybudować od nowa. Przewieźliśmy chyba milion cegieł na tą ścianę. A chłopak murował. Potem jakiś czas domek sobie stał z tymi otworami potęgując moją traumę. Wystarczyło wspiąć się po drabinie... Co prawda, wszystko zostało rozkradzione, więc nie bardzo było po co włazić. Ale miejscówka nadawała się jednak na melinę... Patrząc miało się wrażenie, że nic więcej nie da się już zburzyć i wszystko zaraz runie.

Widok od frontu po pozbyciu się starych okien. Obok widok z korytarza wewnątrz:






















Poniżej widok z balkonu na stare oszklenie (do pokoju dzieci):


Widok z pokoju dzieci na ten sam balkon, po przebudowie ściany:


Ziejący pustką otwór na piętrze, od strony pokoju dzieci:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz