wtorek, 16 grudnia 2014

W pierwszej kolejności!

Nie będzie jednak o minusach  mieszkania w nowym domu. Cholernie trudno jest mi się zabrać za tego posta kolejny dzień. Nie wiem, dlaczego. Po przemyśleniu doszłam do wniosku, że nie ma większych wad, o których chcę marudzić. Są... hm... niedokończone sprawy? sprawy, które powyłaziły ze studni niczym Samara, a które nie przeszły nam przez myśl. I przerodziły się w pewne obawy...

wtorek, 9 grudnia 2014

Plusy dodatnie.

Więc tak... zacznę od spojrzenia na pozytywy, jakie widać po tygodniu mieszkania. Kolejny post będzie o rzeczach pilnych, ale dzisiaj nie mam ochoty się o nich rozpisywać.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Matrix.

Ten post miał mieć wiele nazw - Przeprowadzka, Mój Pierwszy Raz, Pierwsze Wrażenia, i tak dalej... ale powstaje dopiero dzisiaj, a więc totalnie za późno. Wszystkie powyższe tytuły wydają się już nieaktualne! Przez ostatni tydzień wydarzyło się tyle, że Matrix chyba najtrafniej oddaje bieżący stan rzeczy. Przepraszam za przedłużającą się nieobecność, która spowodowana była niczym innym jak brakiem dostępu do internetu.

czwartek, 27 listopada 2014

Zdzieracze kasy.

Jak mawiał Joe Black "W życiu pewna jest tylko śmieć i podatki".

Już od jakiegoś czasu miałam pisać o tym aspekcie, ale jakoś nie było okazji. Jednak dzisiaj miałam przykry dzień związany z niezwykle kosztowną przygodą holowania swojego auta na lawetę, starciem ze strażą miejską i mandatem. Jestem więc w odpowiednim nastroju, by wspomnieć o...

sobota, 22 listopada 2014

Weekendowo.

Nie pamiętam już weekendu, który spędzalibyśmy inaczej, niż na budowie. Nie pamiętam niedzielnych obiadów, bo teraz króluje gyros lub pizza. Nie wiem, kiedy ostatnio spotkałam się ze znajomymi (jakimikolwiek), nie mówiąc o wyjściu na drinka lub imprezce w domku. Nasze dzieci, jak sieroty, całe weekendy spędzają z dziadkami. A jeśli nie jestem na budowie - trwa tydzień i siedzę w pracy.

wtorek, 18 listopada 2014

Szaleństwo!

Wszystko nabiera rumieńców, niczym świąteczne wypieki. Czas zaczyna pędzić jak szalony. Czy możliwa jest zupełna zmiana życia w 2 tygodnie? Zobaczymy. A Wy jesteście tego świadkami.

środa, 12 listopada 2014

Malowanie w cieple.

Być może nie spektakularnie, ale dzieje się na tyle, że uzbierało się na nowy post. Nie obyło się bez niespodzianek i kombinowania.

środa, 5 listopada 2014

Ogród.

W tak zwanym międzyczasie słów kilka Wróbla Ćwirka o ogrodzie. Długo już nosiłam się z zamiarem opisania, ale wciąż nie było czasu. A to ostatni dzwonek, by go Państwu zaprezentować, nim opadną ostatnie liście przed zimą.

środa, 29 października 2014

Dużo nowych zdjęć.

Coraz więcej drobiazgów do spięcia przed przeprowadzką. A robić nie ma kiedy. Opiszę, jak na obecną chwilę sprawy się mają.

sobota, 25 października 2014

Aleją gwiazd biegniemy...

W poniedziałek fachowcy są u nas ostatni dzień. Dopieszczą łazienkę... specjalnie nie wrzucałam zdjęć wcześniej i stopniowałam napięcie niczym w "Omenie", by nie psuć Wam efektu prawie końcowego. Aleją gwiazd biegnę do mojej łazienki ze snu!

czwartek, 16 października 2014

Aktualizacja!

Uwaga! M. wrócił z budowy z wieściami i zdjęciami.

Wykończeniówka też wykańcza.

Cóż nowego mogę napisać ponadto, co pisałam ostatnio? Mamy na gotowo ułożone kafle na dole. Jak układali, nie podobało mi się, ale efekt końcowy wyszedł dokładnie taki, jaki sobie wyobrażałam.

sobota, 11 października 2014

Wykończenie czas zacząć.


Idzie do przodu! Nie obyło się bez zgrzytów, ale, generalnie, zmiany, zmiany, zmiany! Wykańczamy dom i mamy nadzieję wprowadzić się w przyszłym miesiącu.

środa, 1 października 2014

Jeśli dzisiaj środa, to...

latamy po sklepach. Kolejny raz, po zaliczeniu po kilka razy wszystkich możliwych marketów budowlanych, wróciliśmy do zaprzyjaźnionego sklepu, trochę na spontanie, by dopiąć w końcu jakiekolwiek zakupy.

poniedziałek, 29 września 2014

Co u nas...

Dawno się nie odzywałam, ale nie będę kolejny raz wspominać o chronicznym braku czasu. Wrzesień był miesiącem posadzek - daliśmy im niezbędny czas na schnięcie. Planowałam do października zrobić zakupy wykończeniowe i wpuścić fachowca. Ale jesteśmy w polu.

niedziela, 21 września 2014

Podłogi!

I tak doszliśmy do stanu bieżącego - wylania posadzek. Po rozprawieniu się z ogrzewaniem podłogowym, poczułam znajomy ból brzucha. Wod-kan. kazał mi się modlić, aby posadzkarze zmieścili się w centymetrach, aczkolwiek przewidywał poważne problemy. Więc stres mnie zjadał.

sobota, 13 września 2014

Interes życia.

Problemy i niewyobrażalny stres. Już jakiś czas nie było tego na budowie. Wszystko jakoś się wyciszyło, robota się kleiła, szło do przodu. Gdy skończyliśmy izolować, zalaliśmy szlaką, dom zaczął wyglądać jak dom. Mąż rozważał nawet przeprowadzkę :) Zdawaliśmy sobie sprawę, że jeszcze tylko podłogówka, wylewka i osiągniemy sukces.

środa, 10 września 2014

Co zrobiliśmy sami.

Zaczynałam pisać ten post 4 razy. Bezskutecznie. Minął pierwszy tydzień powrotu do pracy., oddania Młodego w szpony placówki - żłobka. Koszmar, ciężko wskoczyć w nowy rytm, nie mówiąc o pisaniu bloga. Teraz to dopiero jestem w wiecznym niedoczasie. Nie ma kiedy nawet odwiedzać budowy. Dobrze, że mamy jaki taki plan a fachowcy są prawie poumawiani.

środa, 3 września 2014

Jak dobrze mieć sąsiada!

W ferworze postępów w ruderze nie mogę nie napisać o relacjach międzysąsiedzkich, jakie, chcąc nie chcąc zaczęliśmy budować i wciąż budujemy. O sąsiadach mieliście okazję przeczytać w poście o odebraniu kluczy. Na początku zostaliśmy przyjęci, delikatnie mówiąc, chłodno, żeby nie powiedzieć wrogo.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Tynki.

Po wykonaniu wszystkich wcześniejszych prac w końcu nadszedł czas by rozglądać się za ekipą tynkarzy. Takiej roboty rudera jeszcze nie widziała! Byłyby to pierwsze prace tak widoczne i zmieniające oblicze domu. Nie mogłam się doczekać by mieć chociaż skończone ściany. Jak to bywa w naszym przypadku, sprawa okazała się cholernie trudna.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Odpuść, a zrobi się samo.

Po wskrzeszeniu elektryki poczułam się nieśmiertelna. Jak Stallone, któremu urwą rękę, nogę, albo nawet obie, a on i tak idzie do przodu. Skoro poradziliśmy sobie z takim wrzodem, poradzimy sobie z każdym innym. Zgodnie z nową filozofią, zaczęłam szukać rozwiązań wierząc, że to właściwe samo nas znajdzie w swoim czasie. 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Elektryka. Ostatnie starcie.

Zaczynam tego posta bez pomysłu. Nie wiem, jak zebrać te różnorodne rzeczy, które potem działy się w ruderze. Potem, czyli po definitywnej zmianie mojego podejścia do tematu remontu. Przede wszystkim zauważył to Mąż. Chyba trochę go zaniepokoiło, że nie dopytuję, nie ponaglam i z chłodną rezerwą podchodzę do dyskusji na temat dalszych planów.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Anegdotka.


Nie mogę zasnąć, a wzięło mnie na pisanie. I pewnie będę jutro znowu niewyspana. Ajajaj... Podobno, jak już się rozkręcę, umiem narzekać i marudzić jak mało kto. Dziękuję - to jest moje święte prawo, prawo Matki Polki, ogarniacza spraw wszelakich, ciągnącej swój majdan domowy i budowlany ostatkiem sił. Jakby nie patrzeć - żyjemy tak już prawie rok.

środa, 20 sierpnia 2014

Co mamy do stracenia?

Minęło wiele czasu, a stan rudery nie poprawiał się. Opisuję główne prace, ale było jeszcze wiele mniejszych, które powodowały kłopoty. Naprawa przeciekającego daszka z papy - co deszcz zalewał pokój dzieci, wykonanie i zamontowanie zsypu na pranie, krzywe dziurawe ściany, wiszące kable po spieprzonej elektryce itd. To wszystko ktoś musiał zrobić. Nadchodził maj...

wtorek, 19 sierpnia 2014

Okna na świat - cz. II

Muszę się pospieszyć z pisaniem, bo jest szansa, że w tym tygodniu rudera osiągnie stan deweloperski. Wstępnie w piątek mają lać wylewkę. A my gadu gadu o oknach.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Okna na świat - cz.I

Ostatnio na kanale DOMO oglądałam program o agentce nieruchomości - celebrytce, która kupiła w UK sypiący się zamek i w 8 (!) miesięcy odrestaurowała go całkowicie przerabiając na część prywatną i bankietową, w której chciała organizować wesela. Przy okazji matkowała trójce dzieci. Samo oszklenie sali głównej wydawało mi się mocno podejrzane, gdyż trwało 3 tygodnie. Nawet, jeśli miała środki, jestem pewna, że program zmontowano i zmanipulowano na potrzeby TV. To zadanie niewykonalne, niemożliwe skoro u nas na same okna czeka się  średnio 5-8 tygodni. Co tam zamek! Wróćmy do ciekawego wątku oszklenia ruderowej rezydencji Oli.

środa, 13 sierpnia 2014

Drzwi - wizytówka domu.

W przypadku naszej szeregówki okna i drzwi są szczególnie ważne. Wpuszczają do tego wysuszonego wnętrza światło i ogrzewają je. Okna to główny bohater kwietnia. W duecie z drzwiami wejściowymi, bohaterem marca. A było to tak...

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Piwnica.

Miała pozostać nietknięta, czekając na zastrzyk gotówki. Oczywiście - nie udało się. Zaplanowaliśmy więc jej pogłębienie, co nie było łatwe. Po pierwsze, wyglądała zupełnie przyzwoicie wyłożona kaflami. Kaflami do usunięcia. Po drugie, musieliśmy skuć to, co znajdziemy pod nimi, a potem wybrać ręcznie sporo gliny. To trochę jak rozpakowywanie prezentu - niespodzianki, drążysz, otwierasz, ale nie wiesz co cię czeka pod kolejnymi warstwami papieru. I w zależności od tego, co znajdziemy, ustalić dalsze działania.

czwartek, 7 sierpnia 2014

A życie toczy się dalej...kryzysowo.

My tu gadu, gadu, a życie nie zwalnia. W całościowej perspektywie dnia codziennego, remont generalny jest jedynie punktem w tłoku miliona rzeczy, które trzeba wykonać. Niewątpliwie jest to duże przeżycie, a u nas dodatkowo zbiegło się z narodzinami drugiego dziecka. Nie muszę pisać, jak nowy członek rodziny wpływa na zmianę stylu życia, relacji międzyludzkich, a co dopiero, jeśli jest drugi. Oprócz notorycznego braku czasu na wszystko trzeba zmagać się z zazdrością starszego rodzeństwa. I innymi, pomniejszymi problemami. A doba ma tylko 24 godziny.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Blog Day 2014



Drodzy Czytelnicy! Z radością donoszę, że mój blog startuje w konkursie Blog Day 2014 r. na najlepszy blog w kategorii: Dom i Wnętrza. W konkursie biorą udział sami Dolnoślązacy. Taki lokalny patriotyzm. Mała rzecz, a cieszy. Trzymajcie kciuki!

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Czynnik ludzki - dalsze prace.

W trakcie zimy kolejnymi pracami, jakie trzeba było wykonać były podciągi. Ponieważ oryginalnie w szeregówce było wiele ścian, a my chcieliśmy się ich pozbyć, należało podciągami wzmocnić stropy. Plan na parter: otworzyć pokój (ten, gdzie zalegały śmieci), wyburzyć ściany starego salonu i połączyć go z nową jadalnią. Na piętrze 30 m pokój dzieci był przedzielony ścianą z łukami. Należało się jej pozbyć. Łącznie, około 6 podciągów stalowych.

sobota, 2 sierpnia 2014

A jak wyglądało...na przykładzie elektryki.

Złote zasady:
1. Jeśli robisz remont, nie zakładaj, jak my, że przewidziałeś wszystkie prace. Unikniesz rozczarowań. Najlepiej od razu założyć, że trzeba remontować 20-40% więcej, niż w planie podstawowym.
2. Jakikolwiek masz budżet na  remont, musisz przewidzieć "poduszkę finansową" - co najmniej 30% ponad planowany budżet.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Jak to powinno wyglądać...

Cudowny weekend, który zupełnie odmienił oblicze szeregówki za nami. Wszyscy wyjechali a my zostaliśmy z pytaniem - co dalej? Zdjęcie drewna, szafek, szaf w całej okazałości odkryło sypiące się sufity, wybrakowane ściany, elektrykę, której stan zagrażał egzystencji i wołał o pomstę do nieba.W tym momencie powinniśmy byli wykonać dwie rzeczy: zrobić projekt oraz znaleźć firmę remontową od a do z.

piątek, 25 lipca 2014

Wielkie sprzątanie.

Nie mam, no nie mam czasu na pisanie - od dwóch dni siedzimy z M na budowie trudniąc się ciężką pracą fizyczną. Tynkarze skończyli, a teraz trzeba posprzątać i rozryć posadzkę, by przygotować kanały na rury biegnące w nowej podłodze. To właśnie robiliśmy my - Bo jak nie my to kto? Bo jak nie my to nikt tego lepiej nie zrobi dziś (by Mrozu). Ale, niestety muszę pisać chronologicznie by zachować porządek rzeczy. Mam nadzieję, że do czasu przeprowadzki wyjdę z opowieścią na bieżąco.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Odbieramy klucze!

Jestem z powrotem w domu. Wracając do sedna...

Minęły 3 tygodnie, ale właściciel poprosił o przedłużenie terminu o kilka dni, potem o tydzień, bo się nie wyrobi itd. Okazało się, że obudzili się na ostatnią chwilę, nie robiąc nic przez cały czas, a zwierając szyki do wyprowadzki w ostatnie 2 dni. Zapytali, czy mogą zabrać kuchenkę gazową. Odpowiedziałam: "Oczywiście, zrobimy remont całej kuchni, więc co potrzebujecie możecie pozabierać". Te słowa okażą się pamiętne...

sobota, 12 lipca 2014

Ruderowo party.

Szybciutko o małym przyjęciu, które zasługuje na osobny post. Gdy w końcu odebraliśmy klucze (o tym w innym wpisie), postanowiliśmy uczcić tą uroczystą chwilę. Czy pisałam już, że decyzja o zakupie domu była najtrudniejszą w moim życiu? Trudniejszą, niż decyzja o posiadaniu dzieci? Napiszę o tym później. Ciężki kaliber wytoczyłam, a przecież jestem na wakacjach.Ale właśnie pada deszcz i jest chłodno.

piątek, 4 lipca 2014

Wakacyjnie.

Nie mam siły na nic... wakacyjny upalny dzień i dzieci na głowie,  wyciągają ze mnie ostatnie siły. Nie mam ochoty nawet na pisanie. Byliśmy dziś na budowie, tynkarzom idzie całkiem nieźle. Córka i syn bawili się w ogrodzie, Emilka poznała koleżanki - sąsiadki, fajne dziewczynki. Nie miała ochoty wracać i dopytywała, kiedy w końcu zamieszkamy w nowym domu. Sama zadaję sobie to pytanie.

czwartek, 3 lipca 2014

Happy Birthday i banki.

Po takim zakupie powinna nastąpić euforia i skok endorfin. Zakupy tak zazwyczaj działają na kobiety. Ale na mnie nie zadziałały. Byłam przestraszona, w głowie miałam gonitwę myśli: kredyty, od czego zacząć, co myśmy zrobili, ja nie chcę mieszkać w domu po kimś. Zabawne, ale wtedy to był mój największy problem.

środa, 2 lipca 2014

Koniec poszukiwań!

Zupełnie szczerze muszę przyznać, że na początku do całej sprawy podeszliśmy naiwnie. Mieliśmy nie wiadomo jakie wymagania, twarde kryteria a środki nieproporcjonalnie mniejsze. Dołowało, że za odłożoną sumę (+ planowany kredyt) nie możemy dostać tego, czego chcemy. A każdy lubi dostawać to, co chce. Wtedy pojawia się kombinowanie.

wtorek, 1 lipca 2014

Poszukiwania cz. II

Powinnam w tym miejscu wspomnieć o źródle poszukiwań niezwykłych okazji mieszkaniowych. Przypominam, że piszę z pozycji zwykłego zjadacza chleba, a nie rentiera, którego nie ograniczają finanse, kupuje co chce i gdzie chce.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Huurrrrraaaa!!!! Muszem bo się uduszę!

Taaak wiem, miało być o poszukiwaniach, ale przeskoczę niechronologicznie do przodu, bo muszę o tym powiedzieć.
Dzisiaj weszli tynkarze!! AAAaaa!!!! Moja radość jest bezbrzeżna, zalewa mnie ocean spokoju i podniecenia... Ok, napiszę inaczej bo będę musiała ocenzurować własny blog - bardzo się cieszę. Ciężki kamień przygniatający me serce spadł dzisiaj.

piątek, 27 czerwca 2014

Poszukiwania cz.I

Znalezienie domu, który kupiliśmy zajęło nam prawie 2 lata. Mąż lubi stare budownictwo, więc przychylniej patrzyliśmy na mieszkania willowe. Liczyła się również lokalizacja i metraż. Poszukując warto zerknąć do planów inwestycyjnych, czy w okolicy nie są planowane remonty, np. budowa mostu czy wielopasmowej drogi, czy wymarzone miejsce nie znajduje się przy polach irygacyjnych lub w  innych przykrych okolicach. Jak już wspomniałam, zawsze stawialiśmy sobie wysokie cele, więc idealny dom nie był może willą Carringtonów z "Dynastii", ale spokojnie mógł konkurować z ich domkiem letniskowym czy domkiem dla służby.  Szybko okazało się, że ceny takiego lokum na rynku pierwotnym są kosmiczne i dla nas nieosiągalne.

czwartek, 26 czerwca 2014

Kiedy czas na zakup nieruchomości?

Decyzja decyzją, ale dla mnie sprawa wydawała się nierealna. Nie wyobrażałam sobie, że tak po prostu znajdziemy coś, kupimy, zapłacimy pieniądze, jakich nigdy w życiu nie mieliśmy i będziemy żyć długo i szczęśliwie. To chyba tak nie działa. Poza tym ja już byłam szczęśliwa. To był naprawdę sielski czas. Mieliśmy tylko córkę, która wreszcie stawała się samoobsługowa, podróż życia za sobą tylko we dwoje i... było dobrze. Teraz wiem, że podświadomie nie chciałam podejmować żadnych działań, by zmienić ówczesny stan rzeczy. Poza tym rozmowy na ten temat były takie...hm... niezobowiązujące. Mogły trwać i trwać.

środa, 25 czerwca 2014

Nasze mieszkanie

Kocham nasze mieszkanie. Wiąże się z nim wiele fantastycznych wspomnień od czasów, kiedy byłam studentką. Towarzyszyło mi w wielu przełomowych momentach życia, aż do chwili, jak to się mówi, stabilizacji po 30-tce. Cóż za enigmatyczny twór. Nasze lokum jest super dla singla, pary, dla rodziny 2+1. Przy większej liczbie osób pojawiają się problemy.

wtorek, 24 czerwca 2014

Od początku...

Długo dojrzewałam, aby zacząć pisać tego bloga. To kiełkowało bardzo powoli. Jestem jednak gotowa dodać swoją cegiełkę do cyberprzestrzeni. Chciałabym zabrać Was w podróż, która nie ma jeszcze zakończenia... podróż do Naszego Miejsca Na Ziemi.